Przez pogrążone w smutku Kopitz sunął powoli czarny pochód. Drogę z pałacowej kaplicy do kościoła wyznaczał szpaler ludzi ubrany w ten najciemniejszy możliwy kolor. Takiej barwy było źródło ich utrzymania, takiej barwy nabierali gdy kończyli codzienną pracę i nawet gdy przywdziewali odświętny strój był on czarny. Górnicy, bo to właśnie oni tak licznie stawili się w tym dniu, w swoich rękach trzymali pochodnie.
Kondukt otwierali księża, za nimi podążała ozdobna trumna niesiona przez przedstawicieli zawodu spod znaku pyrlika i żelazka. Tuż za zabalsamowanym ciałem swojej małżonki podążał zrozpaczony Hans wraz z ich córką. Wciąż nie mógł uwierzyć, że miłość jego życia na zawsze go opuściła. Jeszcze kilka dni temu pełen wiary w cud żarliwie modlił się wraz z innymi członkami rodziny o zdrowie dla Joanny, ale umęczone ciało hrabiny nie było już w stanie zatrzymać jej duszy.
Gdy odchodzi ktoś mający tak ogromny wpływ na losy całego śląskiego regionu, a także noszący znane w większości Europy szlacheckie nazwisko Schaffgotsch, to można mieć pewność, że na ostatnie pożegnanie stawią się ludzie z całego przekroju społeczeństwa. Nie inaczej było tym razem. Pojawiły się hrabiowskie rody: Saurma-Jeltsch, Matuschka czy Strachwitz, ale także przedstawiciele kopalń, hut i innych przedsiębiorstw należących do przemysłowego imperium. Obecni byli również delegaci stowarzyszeń i związków licznie wspieranych przez zmarłą. Zabraknąć nie mogło górników szybu „Godula” czy kopalni „Hrabina Joanna” . Śmierć swojej dobrodziejki, która zapewniała im pracę opłakiwali nie tylko zwykli mieszkańcy Kopitz, ale także innych miejscowości należących do ogromnego majątku.
Joanna Schaffgotsch Gryczik von Schomberg-Godulla po raz ostatni opuściła mury swojego wymarzonego pałacu by na zawsze spocząć w rodzinnym mauzoleum.
Był dwudziesty czwarty dzień czerwca 1910 roku.
Trudne początki rezydencji
Pierwotnie budowla była rycerską siedzibą w formie zamku, ale gdy została odziedziczona przez rodzinę von Sierstorpff z powodu złego stanu dokonano w roku 1783 jej przebudowy na prosty, klasycystyczny pałac. Gdy młode małżeństwo śląskich przedsiębiorców Joanny i Hansa Schaffgotschów zaczęło szukać miejsca na swoją rodową rezydencję malowniczo położony nad stawami i w otoczeniu drzew pałac zauroczył kochającą przyrodę kobietę. Losy samej hrabianki zostały już przybliżone we wcześniejszym wpisie, ten poświęcony będzie kopickiemu założeniu, które pod jej rządami rozkwitło i zyskało miano jednego z najpiękniejszych w ówczesnej Europie.



Architektura jest matką sztuk
„Bogato rozczłonkowana na zewnątrz pod swoim lśniącym, stromym dachem za pomocą wykuszy, ryzalitów, wież, cynkowanych połaci dachowych z filarami i szczytami, ta wznosząca się na wysokość trzech kondygnacji budowla dzieli się wewnątrz na prawy i lewy ciąg pomieszczeń. Parter zajmują pomieszczenia użytkowe, mieszkania urzędników i kancelaria. Prawy ciąg (patrząc od strony stojącego przed fasadą wejściową), obejmujący skrzydło wraz z częścią starego korpusu, zajmują mieszkanie hrabiny oraz wielka jadalnia, której renesansowe dekoracje stiukowe zachowały się w całości. Do tej partii przylega kaplica służąca odprawianiu mszy domowych…”
„Kopice. Historia utraconego piękna” J.L Dobesz, I. Kozina, M. Mischok
Zakupiony pałac Joanna w 1864 r. oddała w ręce słynnego, niemieckiego architekta Carla Lüdecke, tego samego, który w późniejszym czasie zaprojektował gmach Nowej Giełdy we Wrocławiu, pałac w Tworkowie, czy kościoły w Twardogórze oraz Chełmsku Śląskim. Jako że małżeństwu Schaffgotsch funduszy nie brakowało, projektant mógł wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i śmiało czerpać ze swojej wyobraźni. Powstał dzięki temu wielki pałac, stylizowany na romantyczny, gotycki zameczek majestatycznie odbijający się w pobliskim stawie, ze strzelistymi wieżami, salą balową i rycerską, biblioteką, galerią obrazów oraz własną kaplicą. Oczywiście nie wszystko powstało od razu. Zarówno pałac, jak i ogrody były wielokrotnie przebudowywane i dostosowywane do pojawiających się trendów przez pięćdziesiąt wspólnych lat życia przedsiębiorczej pary, ale nigdy nie szczędzono na to środków.








Budynek podzielono na dwie części – ta południowa, z najwyższą wieżą należała do Joanny jako zarządzającej całym majątkiem, ta północna do Hansa Ulricha. Na fasadzie budynku pod oknem sypialni hrabianki do dzisiaj można dojrzeć jej herb, jak i łaciński napis „Semper idem” („niezmiennie ten sam”), którego wykonanie zlecił dla niej Hans. To co przetrwało najlepiej do czasów współczesnych to właśnie elementy na fasadzie: zdobienia, wykusze, herby, inskrypcje, kilka niekompletnych rzeźb i kunsztownych ozdób. To właśnie bryła zewnętrzna sprawia, że mimo tak wielkiej degradacji pałac nadal pozostaje perełką, zachwyca widokiem i przyciąga turystów oraz fascynatów architektury i historii. Jego środek to niestety puste zgliszcza pozbawione śladów dawnej świetności…








Pamiętajcie o ogrodach
„Za ogrody odpowiadał Wilhelm Hampel…Najprawdopodobniej właśnie on zaprojektował kwietne dywany i fontanny… Do jego prac należało projektowanie założeń ogrodowych, opiekowanie się parkiem oraz obsługa przypałacowej oranżerii – palmiarni, która znajdowała się obok sali rycerskiej. Do oranżerii prowadziły żeliwne schody. Umieszczono w niej egzotyczne rośliny ozdobne i jadalne, które można było podziwiać i smakować o każdej porze roku. „
„Kopice. Historia utraconego piękna” J.L Dobesz, I. Kozina, M. Mischok
Joanna mogła cieszyć się smakiem brzoskwiń, winogron oraz ananasów z własnej oranżerii. Układać bukiety z niepowtarzalnych gatunków roślin i spacerować po ogrodach podziwiając roślinne dywany, kwietne fontanny, alpinaria czy roślinne kompozycje o różnych kształtach i kolorach. Plany, rysunki oraz fotografie tutejszych botanicznych kompozycji trafiały do wielu ówczesnych publikacji o tematyce ogrodniczej oraz umieszczane były na pocztówkach i w albumach. Wielu podróżników przybywało również osobiście na miejsce, aby na własne oczy podziwiać bajkowe aranżacje.




Hrabiowski ogrodnik dbał o całe założenie mieszkając na przypałacowym terenie i spełniając każdą przyrodniczą fanaberię szlachcianki. Wzdłuż płotu prowadzącego do jego włości rozciągały się szklarnie, w których hodowano egzotyczne owoce oraz warzywa. Obecnie dom ogrodnika jest odrestaurowany i wytrwali wędrowcy mogą zajrzeć przez płot, aby docenić tę rewitalizację.




Nie samym chlebem człowiek żyje
Oprócz przypałacowych ogrodów wykorzystano również teren w najbliższej okolicy założenia. W parku powstała zatem świątynia Diany – okrągła kolumnada z rzeźbą bogini w środku. Podczas gorących dni schronienia można było poszukać w pawilonie chińskim z widokiem na jezioro i pałac. Na wzgórzu nieopodal stanęła Kolumna Zwycięstwa z pomnikiem Nike. W parku wzniesiono sztuczne ruiny, stylizowane na średniowieczny zameczek oraz herbaciarnię, którą w 1912 r. przebudowano na grobową kaplicę. Na terenie całego założenia porozstawiane były rzeźby i figury zwierząt, krasnali oraz świętych. Na schodach prowadzących do stawu ustawiono imponujące posągi jeleni strzegących zejścia do przystani gondoli. Co ciekawe większość tej architektury ogrodowej dotrwała czasów powojennych, a ich „znikanie” odbywało się sukcesywnie już w całkiem współczesnych czasach…








Przed pałacem wybudowano stajnie, budynki folwarku oraz pocztę, stąd bowiem zarządzano całym kopickim ale i śląskim majątkiem górniczych potentatów. Ogromny musiał być koszt utrzymania rezydencji, ogrodów czy służby i pracowników majątku, ale dzięki inwestycjom czynionym przez hrabiowską rodzinę rozwinęła się i sama miejscowość – powstały zakłady rzemieślnicze, zajazdy, a nawet dom towarowy. Kwitło więc życie zarówno w pałacu, jak i jego okolicach, a pracę w majątku znajdowali również okoliczni mieszkańcy.





Joanna ufundowała także szkołę, która stanęła w pobliżu kościoła, oraz placówkę kształcącą przyszłych ogrodników i botaników. W 2024 r. obecnemu budynkowi podstawówki nadano imię śląskiej dobrodziejki i poświęcono sztandar z jej wizerunkiem.
Jękły głuche kamienie. Ideał sięgnął bruku
Pod koniec II wojny światowej rodzina Schaffgotsch opuściła Kopice w słusznej obawie o swój los gdyby znaleźli się rękach wojsk radzieckich, które to wybrały pałac jako jedną z wielu siedzib dla swojego sztabu. Spora ilość wyposażenia została wywieziona wraz z opuszczającymi ten rejon po jakimś czasie wojskami i od wtedy zaczęło się w pałacu sukcesywnie „znikanie” jego ruchomości, rzeźb czy zdobień. Część księgozbioru przepadła podczas transportu do muzeum, a np. część wyposażenia kaplicy „bez zbędnych formalności” trafiła do kościołów w Brzezinach i Skoroszycach. Kilka eksponatów szczęśliwie przekazano do Muzeum w Nysie, reszta przepadła bez śladu, choć podobno czasem pojawiają się na aukcjach antyków. Całkowita samowola nastąpiła w momencie przejęcia dóbr przez PGR, by swoje apogeum osiągnąć w roku 1956 i 1958 kiedy to w budynku umyślnie wzniecono ogień. Obecnie mówi się, że pożar był zaplanowaną akcja mającą na celu ukrycie śladów malwersacji związanych ze składowanym w pomieszczeniach pałacowych zbożem. O skali zbożowych przestępstw poza samym pomysłem „puszczenia z dymem” takiego obiektu może świadczyć również to, że podpalacze najpierw nawet spuścili wodę z okolicznych stawów, aby utrudnić akcję ratowniczą. Od tego czasu pałac, mimo że został w latach sześćdziesiątych wpisany do rejestru zabytków, był pozostawiony samemu sobie i dostępny dla każdego. Popadał więc w coraz większą ruinę, aż w jego wnętrzu zostały praktycznie tylko gołe ściany. Obecnie właściwie tylko jego elewacja świadczy o minionej świetności.







Przy wjeździe do wsi od strony Grodkowa stoi jedyna ocalała brama wjazdowa wybudowana około 1870 r. i przeniesiona tu z dziedzińca, gdzie prowadziła do ogrodu. Na przeciwko niej, po drugiej stronie ulicy znajduje się imponująca willa zarządcy majątku, która swoją formą przypomina mały pałacyk. Obecnie mieszczą się tu mieszkania prywatne, ale można zajrzeć na klatkę schodową i hol, wciąż posiadające elementy dawnego wystroju.




I pójdę nie wiem gdzie – na zawsze
Gdy Joanna umarła (21.06.1910 r.) prawdopodobnie na zawał serca, pochowano ją w zaprojektowanym przez Carla Lüdecke mauzoleum przy parafialnym kościele . Pięć lat później obok niej spoczął Hans. Niestety nie od razu doczekali się wiecznego spoczynku. Już w 1945 r. grobowce zostały splądrowane, a ciała zbezczeszczone w poszukiwaniu kosztowności i skarbów. Krypty w obydwu rodzinnych grobowcach trwały w zdewastowanym stanie aż do lat 70-tych XX wieku, kiedy to ówczesny proboszcz w porozumieniu z potomkiem rodziny, prawnukiem Joanny, zebrane szczątki umieścił w jednym wspólnym grobie u stóp przykościelnego mauzoleum. Niestety okazało się, że i to nie był finał pośmiertnej tułaczki właścicieli majątku. W 2017 r. bowiem kolejny proboszcz zdecydował o usunięciu uszkodzonych nagrobków i likwidacji cmentarza bez ekshumacji szczątków. Na szczęście jednak już dwa lata później ze zbiorowej mogiły wydobyto wszystkich do niej złożonych, a 20 czerwca 2020 odbył się ponowny pochówek Joanny i jej męża. Zostali oni wraz pozostałymi członkami rodziny umieszczeni w sarkofagu Hansa Ulricha w rodzinnym mauzoleum, a grób Joanny pozostawiono pusty (prawdopodobnie ze względu na brak możliwości zidentyfikowania poszczególnych osób). Obecnie jest ono odrestaurowane i otwarte dla zwiedzających. Trzeba mieć nadzieję, ze już po wsze czasy Schaffgotschowie zaznają spokoju.






Jak feniks z popiołów
Od lat osiemdziesiątych pojawiło się kilku zainteresowanych ruinami inwestorów. Niestety więcej od remontów było nadal grabieży. W 2004 udało się uratować dwie pozostałe w całkiem dobrym stanie rzeźby – św. Krzysztofa i damy z harfą, która przywdziała wizerunek samej Joanny. Obie, po renowacji, stanęły na Wzgórzu Uniwersyteckim w Opolu z nadzieją czekając na powrót do Kopic.




Dla samego pałacu również pojawiło się światełko w mrocznym dotychczas tunelu. Od 2022 r. ma on nowego właściciela, który podjął się mozolnej pracy zabezpieczenia ruiny oraz jej dalszej renowacji. Wzmocniono stropy, w głównym holu odtworzono osiem betonowych kolumn, wylano podłogę w sali rycerskiej. Prowadzone są również prace remontowe w parkowym mauzoleum. Rezydencja udostępniana jest turystom w określonych terminach na zapisy, a zwiedza się ją w kaskach ochronnych i z przewodnikiem. Można wtedy obejść ją dookoła doceniając kunszt budowniczych oraz zajrzeć na parter i do kaplicy. Kopickie założenie ma rzesze fanów oraz kilku zapalonych wielbicieli i obrońców, którzy od lat pomagają ocalić od zapomnienia jego historię i uratować to co możliwe. W miejscowości obchodzone są hucznie urodziny industrialnej księżniczki, a potomkowie rodu Schaffgotschów zaglądają tu od czasu do czasu, aby podziwiać spuściznę swojej założycielki. Ile jeszcze trzeba czekać, aż romantyczny pałac odzyska swój pełny blask niewiadomo, prace nie posuwają się w szybkim tempie. Trzeba mieć jednak nadzieję, że będzie kiedyś można przenocować w pokojach, po których przechadzała się Joanna kierując swoim imperium. Tym samym, które zbudowała wykorzystując swój potencjał dojrzany przez wielkiego króla cynku Karola Godulę.
Źródła:
- „Cisza imperium. Ostatnie pożegnanie hrabiny Joanny Schaffgotsch” – Pejter Długosz, www.wachtyrz.eu,
- „Kopice. Historia utraconego piękna” – Janusz L. Dobiesz, Irma Kozina, Maciej Mischok, Muzeum Śląskie w Katowicach, 2021
- www.zabytek.net

Jeden komentarz do “Pałac Kopice – bajkowa siedziba przemysłowego imperium”