Średniowieczna Wartha (niemiecka nazwa Barda), w której kult maryjny pojawił się już w XIII wieku, potrafiła zadbać o rzesze przybywających tu pielgrzymów w imponujący sposób. Nie tylko zapewniając im religijne atrakcje, jeżeli można tak nazwać drogę krzyżową, ruchomą szopkę, czy kaplicę na okolicznym wzgórzu. To dla nich powstawały hotele i karczmy i dla nich też pieczono pierniki i warzono piwo. Mała osada pośród górskich pasm, pomiędzy malowniczo wijącymi się meandrami rzeki potrafiła wykorzystać swój potencjał i zawsze podnosiła się z klęsk jakie niejednokrotnie ją nawiedzały. Mimo upływu wieków i można by rzec, spadku zainteresowania pielgrzymowaniem, nadal przyciąga turystów oraz wielbicieli historii i wędrówek. Przekonajmy się, czy przyczyną tego stanu rzeczy są cuda i panująca tu Madonna.
Święta figura
„Aby zaskarbić sobie łaskę Madonny, ofiarowywali jej złoto, mirrę, zdobne szaty, klejnoty i najlepsze kadzidła. Korzyli się przed nią na kolanach rycerze, królowie i przyszli papieże, oddając jej cześć. Stawali przed nią ludzie, którzy przybywali do Barda, by ją wielbić, oraz tacy, którzy chcieli jej zagłady. Figura Matki Bożej Bardzkiej była świadkiem zaćmień słońca, katastrof, wojen i plag, których doświadczyło to miasteczko na przestrzeni wieków. Jej oczy widziały bezmiar zdarzeń, z których jedynie nieliczne zapisały się na kartach historii.”
„Co widziała Matka B.” T. Karamon
W XXI w. drewnianą, bardzką figurkę poddano badaniom, które datują rzeźbę na około 1060 r. Jak ten niewielki, wykonany z niezbyt trwałego lipowego drewna posążek mógł przetrwać tyle wieków, którym nie oparło się samo miasto strawione przez pożary, powodzie i wojny? Czyżby cud? Niezaprzeczalnie słynąca z nich Tronująca Madonna sama może być świadectwem swojej mocy. Jako pierwszemu objawiła się pewnemu młodzieńcowi, który potem jej podobiznę umieścił w kapliczce. Wkrótce pojawiły się też relacje o wysłuchanych przez nią prośbach. Do świętego miejsca zaczęli przybywać wierni, a sława miasta sięgnęła również Czech i Niemiec. Dostrzeżono więc konieczność zbudowania świątyni w miejscu wybranym przez samą Maryję. Na początku stanęły nawet dwie budowle – czeska i niemiecka. Od tego czasu kult maryjny nie ustał, a czego świadkiem była można się dowiedzieć czytając znakomity reportaż mieszkańca Barda Tomasza Karamon „Co widziała Matka B.”. Jest to inspirująca podróż przez wieki i zarazem niesamowita historia Warthy, niewielkiego miasteczka cudami słynącego.
Dzisiejsze sanktuarium to efekt prac zakończonych w 1704 r. Choć jego zewnętrzna bryła nie jest szczególnie imponująca i bogata, to barokowy środek skrywa prawdziwe skarby. Począwszy od samej figury, która w kolekcji posiada złote korony i kilkanaście zdobnych szat, przez ołtarz, malowidła śląskich mistrzów, w tym samego Michaela Willmanna, ambonę z 1698 r. oraz godne podziwu organy z XVIII w. Przy bazylice siedzibę swoją ma Muzeum Sztuki Sakralnej, którego częścią jest Kaplica Wotywna. Można w niej zobaczyć obrazy bądź symboliczne przedmioty, czyli wota składane w podziękowaniu za uzdrowienie lub wysłuchanie próśb modlących się osób. Działa tu również sklepik z pamiątkami.








Ruchoma szopka
„Wtedy szopka ożywała – i to już trudno by było opisać, bowiem ruch dodawał jeszcze temu wszystkiemu kolejnego wymiaru, małych dawek kolistego czasu, więc gdy po jednej stronie zrywał się do lotu łabędź ze stawu, po stronie przeciwnej chował się do nory zając. Młoty w kuźni sprzęgnięte były z monotonnym kołysaniem się Jezusowego żłóbka, ruch samochodów po drodze w jakiś sposób wyprowadzał górników z kopalni, a taniec ubranych na ludowo chłopów powodował procesję dwunastu Apostołów.”
„Bardo. Szopka” O. Tokarczuk
Pierwsza ruchoma szopka powstała tutaj już na początku XX w. i słynęła jako „Mechaniczne Narodziny Chrystusa”. Następnie jej mechanizm – starą przekładnię Richtera, po II wojnie światowej wykorzystała do stworzenia mechanicznej instalacji kolejna mieszkanka Barda. Wkrótce jednak, na rozkaz komunistycznych władz została ona zamknięta. W 1970 r. w kościelnej krypcie stanęła ruchoma szopka, która działa po dziś dzień. Stajenka nie byle jaka, bo leżącemu w żłóbku Jezuskowi obok trzech króli kłaniają się także papież, górnicy, Adam i Ewa czy nieskończona ilość zwierząt, łącznie z dinozaurami! Wszystko się rusza, gra, świeci i tańczy, a w tle słychać historię powstania szopki i kolędy. Nic dziwnego, że historia ruchomego Betlejem zainspirowała polską noblistkę do stworzenia o nim opowiadania. Ile w nim prawdy, a ile bajania najlepiej sprawdzić samemu..



Pierniki
„Według niemieckich podań w Warcie leżącej na ważnym szlaku handlowym łączącym Breslau z Pragą po raz pierwszy zapachniało piernikiem w 1464 roku… Pierniki były wypiekane w Warcie z praktycznego powodu. Dzięki długiemu terminowi przydatności do spożycia sprawdzały się jako prowiant na powrotną drogę z pielgrzymki…Słodkie przysmaki zyskiwały na popularności nie tylko jako trwały i wygodny prowiant, lecz także jako symbol umiejętności rzemieślniczych.”
„Co widziała Matka B.” T. Karamon
Bardzkie tradycje piernikarskie to historia sama w sobie! W najlepszych czasach działało tu siedem piernikarni z wielkimi piecami i czeladnikami zarządzanymi przez mistrzów cukiernictwa. Prześcigli się oni w tworzeniu wymyślnych kształtów, dodatków smakowych i barwnych opakowań. Było to bowiem nie tylko pożywienie dla pielgrzymów, czy pamiątka z podróży ale również małe dzieło sztuki lub spersonalizowany prezent dla bliskiej osoby. Piernikowa fajka dla dziadka, niemowlak dla młodych małżonków, kominiarz na szczęście, aniołek na Boże Narodzenie – do wyboru, do koloru. Kramy stały pod kościołem, wozy dostarczały po okolicznych miejscowościach, a z czasem powstały i kawiarnie serwujące korzenne wypieki na miejscu. Ostatnia piekarnia zamknęła się po II wojnie światowej wraz z wysiedleniem niemieckich mieszkańców na Zachód i wydawać by się mogło, że tajemnice tradycyjnych smakołyków znikną na zawsze. Na szczęście pojawiły się osoby, które przywróciły piernikową tradycję! Pierwszą z nich jest Tomasz Karamon, który odnalazł potomków bardzkich piernikarzy i zdobył ich oryginalny przepis na słynne ciastka. Drugą Magdalena Topolanek, która w dawnej siedzibie fabryki pierników rodziny Prause stworzyła manufakturę „Bardzkie pierniki”. Podczas remontu odnaleziono tu nawet stare formy piernikarskie! Według historycznych receptur powstają tu pyszne, pachnące wypieki, są serwowane gorące napoje i jest możliwość zakupu regionalnych produktów i pamiątek. Co ciekawe czasem można tu spotkać spadkobierców bardzkich, piernikarskich rodzin dzielących się swoją wiedzą i umiejętnościami, więc w ofercie pojawiają się nowości, a tradycja wciąż żyje. Takie miejsca niewątpliwie zasługują na promocję i podziw dla zaangażowanych pasjonatów. Wizyta w Bardzie musi łączyć się ze smakiem korzennego ciastka, choć dla niektórych to właśnie pierniki są celem wycieczki, a nie samo miasto :-).






Kalwaria z Kaplicą Górską
„Wierni mawiają, że Matka Boża co prawda mieszka w warciańskim kościele, ale jej ulubionym miejscem wypoczynku jest właśnie szczyt Warthabergu. Dlatego stoi tam kaplica górska, Kapelle auf dem Warthaberge. Zbudowano ją w latach 1617-1619 z kamienia łupanego, a głównym inicjatorem był biskup wrocławski arcyksiążę Karl I Habsburg. Każdego roku odwiedza ją około stu tysięcy pielgrzymów, chociaż mieści się w niej zaledwie setka wiernych.”
„Co widziała Matka B.” T. Karamon
Trzeba przyznać, że turystyka religijna w Bardzie była na bardzo wysokim poziomie! No bo owszem jest bazylika ze świętą figurą, kramy z piernikami czy karczmy z miejscowo warzonym piwem. Trzeba jednak zaoferować coś więcej, żeby przyciągnąć i zatrzymać rzesze pielgrzymów na dłużej lub aby częściej powracali. Trzeba też trochę rozładować ruch panujący w samym miasteczku. Tak powstaje kolejna „atrakcja”, której miejsce wskazuje ponownie sama Maryja. W XV w. ukazuje się ona bowiem na wzgórzu jako Matka Boska Płacząca (nad przyszłymi losami okolic i świata) i na jej cześć wkrótce staje tu kaplica. Malutka i dość wysoko, bowiem na 593 m n.p.m, co w zimowych warunkach może być większym wyzwaniem. Na Kalwarię prowadzi oznakowany szlak, a po drodze natkniecie się na stacje drogi krzyżowej wybudowane w latach 1833 – 1839 oraz siedem kapliczek z pierwszej połowy XVIII w. Stoi tu również kaplica ze źródłem, z którego okoliczni mieszkańcy czerpią wodę, a które pewnego razu przywróciło wzrok niewidomemu Czechowi. Po drodze na szczyt można zboczyć na ruiny średniowiecznego zamku (ale to dosłownie tylko pozostałości murów) oraz na Obryw Skalny. Ten naturalny taras widokowy powstał w 1598 r. w wyniku podmycia góry przez rzekę i od wieków jest celem wędrówek turystów, bowiem widok na miasto i zakola Nysy Kłodzkiej jest bezkonkurencyjny. Taras ogrodzony jest drewnianą barierką, stoi tu wielki, biały krzyż oraz ławeczki do odpoczynku. Jest to bodajże jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc Dolnego Śląska.








Wzgórze Różańcowe
To można by rzecz najnowsza a zarazem ostatnia powstała dla pielgrzymów trasa. Pomysłodawcami byli ojcowie redemptoryści, którzy zaaranżowali teren na wzór różańca budując na nim kilkanaście kapliczek odzwierciedlających właśnie tajemnice różańcowe. Najwcześniejsze powstały w roku 1904, a ostatnia w 1989. Co ciekawe każda z nich reprezentuje inny styl architektoniczny zarówno z zewnątrz jak i w środku. Po zostawieniu swoich danych w Muzeum Sakralnym można otrzymać klucz, który otwiera wszystkie drzwi na tej ścieżce i umożliwia podziwianie wnętrza każdej kapliczki. Jako, że w pobliżu można nie spotkać żywej duszy, taki spacer robi na wielu niesamowite wrażenie. Budynki zaskakują detalami i wyglądem: począwszy od mauretańskiego zameczku, na średniowiecznej wieży skończywszy. Cuda dzieją się również w środku: łukowe sklepienia, kolorowe polichromie, rzeźby i kamienne figury. Niestety w większości są nadgryzione zębem czasu, grzyb nie oszczędził ścian, widać powybijane witraże czy sypiące się tynki. Wielka szkoda, że taki skarb na razie nie znajduje dofinansowania, choć z drugiej strony forma w jakiej obecnie się go zwiedza zdecydowanie wpływa na klimat i atmosferę.









Miasto
„Zaprzężone w chude szkapy suną brukowaną ulicą i znikają w chłodnych bramach gospód. Stróżki siadają na stołeczkach i obmawiają sąsiadki, a grupa pielgrzymów śpiewa głośno Salve Regina i tłoczy się przy drzwiach do świątyni. Handlarze otwierają kramy przy kościele, rzemieślnicy naprawiają uszkodzone powozy, a młode dziewczęta idą napełnić wiadra do studni na tyłach gospody Zum Szwarzen Bar. Ludzie rozmawiają, pokrzykują, nawołują się i klną. Głównie po czesku i niemiecku, ale również w innych językach.”
„Co widziała Matka B.” T. Karamon
Można by rzec, że miasto nie istniałoby by bez kultu Maryi. To ona była przyczyną wszystkiego co się tutaj pojawiało: kościoły, pierniki, droga krzyżowa, handel, turyści. Na Obrywie Skalnym stoi wielki, biały krzyż. Na najwyższym wzgórzu kaplica. Na najstarszym, średniowiecznym moście święty Jan Nepomucen, przy kościele Muzeum Sakralne. Nawet piwo warzono tu dla pielgrzymów. Dla tych przybywających z daleka i bliska, z kraju i zza granicy. Spacerując po dzisiejszym Bardzie nietrudno wyobrazić sobie tysiące wiernych sunących szerokim traktem w stronę świątyni. Wydaje się, że wszystkie drogi w mieście prowadzą prosto do niej. Na próżno jednak szukać tłumu poza największymi świętami kościelnymi. Obecnie Bardo to nieco senne i zaniedbane miasteczko, które ratują zaangażowani mieszkańcy, wydobywając z otchłani przeszłości perełki, próbując ożywić pamięć o jego bogatej historii i nietuzinkowym znaczeniu dla całego Śląska.
Dawna Wartha to miasto z klimatem i atmosferą. Przejeżdżając obok krajową „ósemką” zawsze przyciąga. Czasami nie wiadomo dlaczego, przecież było się tu już kilka, jeśli nie kilkanaście razy. Czy to wzywa Matka B. czy kusi korzenny zapach pierników? Kolejny raz ręka sama włącza kierunkowskaz aby zjechać. Cud? Nie, to Bardo.










Jeden komentarz do “Bardo – kilka słów o magii przyciągania”