Pałac Mysłów – cystersi, zaginione dzieła sztuki i upadek rezydencji

Dla niemieckich obywateli Breslau ten wrześniowy dzień był po prostu następną dobą ich życia. Wojna była jeszcze daleko, choć dni największej chwały niemieckiego żołnierza już minęły. Front zachodni można powiedzieć, że jeszcze nie istniał, bowiem tylko siły powietrzne i morskie aliantów mogły atakować niemieckie terytoria. Do dnia „D” gdy połączone siły przeciwników państw osi postawią stopę na okupowanej francuskiej ziemi (i nie wrócą skąd przyszli, jak to miało miejsce wcześniej w Dieppe) minie jeszcze ponad pół roku. Front wschodni natomiast był bardzo odległy. Czerwony wróg zmierzał co prawda w kierunku granic III Rzeszy, ale brakowało mu jeszcze prawie 1000km, aby znaleźć się u bram miasta, w którym pracował niemiecki konserwator zabytków prowincji dolnośląskiej.

Profesor Günther Grundmann wszedł po schodach prowadzących do imponującego budynku mieszczącego się pod adresem Gartenstrasse 74 w Breslau i skierował się do swojego gabinetu. Dzisiaj miał między innymi napisać list do Ewy Hacke, żony znanego niemieckiego grafika i malarza Rudolfa Hacke. Siadł przy biurku, sięgnął po papeterię i pióro. Na początku korespondencji podziękował Pani Hacke za przychylność z jaką odniosła się do propozycji zdeponowania u niej zbiorów sztuki. Wspomniał również o poprzednich ustaleniach: „Pan Wels mówił o tym, że tylko dzięki Pani dobrej woli była możliwość zabezpieczenia dóbr kultury”*. Następnie bez problemu dokończył list, w końcu tego typu epistołów napisał już wiele jako część jego obowiązków służbowych i przekazał zaklejoną kopertę do wysłania. Finałem wszystkich rozmów i korespondencji miał być transport ze stolicy III Rzeszy do pałacu w Seitendorf zbiorów Akademii Sztuk Pięknych w Berlinie, ale także kolekcji prywatnych zawierających m.in. zabytkowe: obrazy, rzeźby czy meble. W ten sposób rezydencja znalazła się jako jeden z „magazynów” na zestawieniu, które po wojnie będzie znane jako „lista Grundmanna”.

Był dwudziesty siódmy dzień września 1943 roku.

Historia pałacu

Wieś Mysłów (niem. Seitendorf) powstała na pewno po roku 1205 gdy książe Henryk Brodaty przekazał okoliczne ziemie klasztorowi w Lubiążu. To właśnie tamtejsi cystersi są odpowiedzialni za powstanie ówczesnego Sibotendorf (pierwotna nazwa miejscowości).

Udokumentowane początki samego pałacu sięgają XVIII wieku, gdy wybudowano go jako letni pałacyk opatów ze wspomnianego Lubiąża. W końcu musieli oni przecież czasami uciec ze „skromnego” klasztoru, by nieco zażyć relaksu. Możliwe, że z czasem chętnych było na tyle dużo, że obiekt przeszedł rozbudowę około stulecia później.

Niestety jednak dla jego właścicieli już po 10 latach stracili nie tylko swoje miejsce odpoczynku, ale także i cały klasztor. Pruski król Fryderyk Wilhelm III w poszukiwaniu funduszy na zapłatę ogromnych odszkodowań wojennych (w wyniku ustaleń pokoju w Tylży w 1807 r. po przegranej wojnie z Francją) nie ma skrupułów i w roku 1810 podpisuje dekret o sekularyzacji kolegiat i klasztorów. Majątek cystersów staje się własnością państwa.

Skorzystał na tym jaworzanin Benjamin Titze, gdyż dwadzieścia lat później wchodzi w posiadanie pałacu, który z przerwami pozostaje w rękach tej rodziny lub jej spadkobierców do roku 1937. Wtedy to prawdopodobnie z powodu zadłużenia współwłaścicielem staje się wspomniany Rudolf Hacke.

Czasy powojenne

Po 1945 roku w należącym do pałacu w Mysłowie (niem. Seitendorf) folwarku mieszkali i pracowali między innymi repatrianci rosyjscy. Sam pałac należał po kolei do dwóch zakładów produkcyjnych z Jawora i Wrocławia. W połowie lat osiemdziesiątych Uniwersytet Wrocławski utworzył tutaj ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy. W kolejnym dziesięcioleciu prywatne przedsiębiorstwo kupuje obiekt, który następnie przechodzi w ręce jej prezesa. Pałac przeznaczono na zajazd z restauracją i noclegami.

W roku 1992 stan budynku przez konserwatora był oceniany jako bardzo dobry. W pierwszym dziesięcioleciu XXI w. kompletna była stolarka drzwiowa i okienna. Dzisiaj pałac straszy niszczejącą elewacją, pustymi futrynami po zabytkowych drzwiach, zerwanymi parkietami czy rozkradzionym drewnianym wykończeniem ścian. Na bezmyślnie zamalowanych ścianach łuszcząca się farba odsłania gdzieniegdzie oryginalne zdobienia. Wnętrze jest zdewastowane, przez dach leje się woda, część pomieszczeń się zapadła. Tylko „sala balowa” z odpadającymi zdobieniami oraz hol z kominkiem, którego strop zdobią malowane, drewniane kasetony świadczą o dawnym pięknie pałacu. Niemiłosiernie zarośnięty teren wokół, który kiedyś był parkiem, zbłąkanego turystę przepuści tylko w okresie gdy nie ma roślinnej wegetacji.

W roku 2023 w Sądzie Rejonowym w Kamiennej Górze odbyła się licytacja (już druga) pałacu wraz z dwoma działkami. Niestety nie udało się ustalić czy wydarzenie to miało szczęśliwy finał.

Günther Grundmann i jego lista

Czym była tajemnicza, wywołująca u niektórych dreszcze pożądania i chęć chwycenia za wykrywacz i łopatę lista? Günther Grundmann, podobno zagorzały nazista, jako regionalny konserwator zabytków niemieckiego wtedy Dolnego Śląska dostał zadanie przygotowania zestawienia miejsc, w których można zmagazynować (nie ukryć jak pragną niektórzy poszukiwacze) szeroko rozumiane dzieła sztuki z niemieckich instytucji muzealnych, ale także kolekcji prywatnych. Sporządził ten dokument i zgodnie z nim przemieszczały się po terenie III Rzeszy (i krajów okupowanych) transporty z cennymi przedmiotami, które należało zabezpieczyć na obszarze będącym pod jego „opieką” przed możliwością zniszczenia w czasie konfliktów zbrojnych. Choć on zajął się tym tematem dopiero po rozpoczęciu II wojny światowej (w latach 1943-1945), to takie działania zabezpieczające zostały podjęte przez niemieckie instytucje jeszcze zanim zaczął się globalny konflikt.

Co ciekawe sama lista (prawdopodobnie niekompletna), została znaleziona w ruinach Wrocławia, a konkretnie w gruzach nieistniejącego już niemieckiego Muzeum Sztuk Pięknych przy obecnym placu Teatralnym. Miejscem pracy Günthera Grundmanna był natomiast stojący do dzisiaj w stolicy Dolnego Śląska budynek znany obecnie jako NOT (Naczelna Organizacja Technicza) przy ulicy Piłsudskiego 74.

A co się stało z przechowywanymi w czasie wojny w pałacu w Mysłowie zbiorami? Polska komisja, która weryfikowała wykaz przygotowany przez Grundmanna, niczego w obiekcie nie znalazła. Losy magazynowanych przedmiotów są nieznane.

Sam profesor urodzony w 1892 roku w Hirschbergu (Jelenia Góra) po wojnie wciąż pełnił funkcje związane z dziełami sztuki. Zmarł w roku 1976 w Hamburgu.

Dodaj komentarz