Małe, urocze uzdrowisko skryte pomiędzy Górami Sowimi i Wałbrzyskimi przyciąga swoim mikroklimatem, mineralną wodą i parkiem zdrojowym. Właściwości tutejszych źródeł poznano już w XVI w., ale rozkwit sanatorium zawdzięczamy feldmarszałkowi Hansowi Christophowi baronowi von Seher-Thoss i jego żonie Charlottcie. To oni będąc właścicielami pobliskich kopalń w 1723 r. wykupili tutejszą ziemię by zbudować dom zdrojowy oraz całą infrastrukturę wokół źródeł. Samą miejscowość nazwali na cześć baronowej Bad Charlottenbrunn, a zamieszkali w Tannhausen, czyli Jedlince rozbudowując istniejącą rezydencję w barokowym stylu i przyczyniając się do rozkwitu całego założenia. Niestety po budynku nie zostało za wiele, gdyż kolejny jego właściciel Carl Krister rozebrał ją do fundamentów stawiając praktycznie nowy pałac. Historii jest tu zatem dużo, pora więc odkryć co skrywa malownicza Jedlina Zdrój.
Bad Charlottenbrunn
Małżonka barona – Charlotta von Seher-Thoss, żywo zainteresowana przyrodą i właściwościami tutejszych wód, przyczyniła się znacznie do rozwoju uzdrowiska inwestując w jego budynki oraz urządzenia i rozsławiając miejsce na całą okolicę. Eksploatowano tu bowiem aż siedem leczniczych źródeł (ich właściwości potwierdzili w 1724 wrocławscy lekarze), a umiarkowany, górski klimat i rozległe kompleksy leśne zdecydowanie sprzyjały leczeniu chorób dróg oddechowych. Dość powiedzieć, że pobytem w sanatorium cieszyli się cesarzowa Maria Teresa czy król Prus Fryderyk Wielki. Po badaniach gościom dobierano zarówno czas trwania kuracji, jak i jej intensywność. Co ciekawe spożycia dwa razy dziennie źródlanej wody należało dokonywać spacerując, a kuracja w połączeniu z kąpielami rekomendowana była na okres od dwóch do czterech tygodni. Dość wyraźny smak wody neutralizowano piernikami o specjalnej recepturze lub mieszaniem jej z kozim mlekiem. Bogatą w żelazo, trochę gazowaną wodę można było spożywać na miejscu jak i kupować w szklanych i ceramicznych butelkach. Z czasem wprowadzono kąpiele borowinowe oraz inhalacje.
Na Placu Zdrojowym stanął pawilon ze źródłem Charlottenquelle, postawiono hotele, pensjonaty, zajazdy, otwartą halę spacerową, zakład kąpielowy z basenem i pawilon koncertowy. Wybudowano tu również dwór Schlössel, czyli reprezentatywny pałacyk Charlotty i Hansa, kasyno oraz pawilon gry w bilarda. Życie w centrum kwitło w dzień i w nocy oferując bogaty program kulturalny, a sława kurortu rozciągała się na cały region przyciągając chętnych z odległych zakątków. Dodatkowo miejscowość ze względu na rozwiniętą produkcję tkacką posiadała prawa wsi targowej, a więc możliwość organizacji targów i jarmarków, co znacznie wpływało na jej atrakcyjność wśród przybywających i przyczyniło się do uzyskania praw miejskich. Licznie przybywali tu Niemcy ale też Polacy oraz Rosjanie, w czym pomogło uruchomienie połączenia kolejowego i otwarcie stacji w 1880 r.
Pobliski naturalny las wykorzystano zakładając park zdrojowy ze ścieżkami spacerowymi i tarasami. Jeszcze dzisiaj można podziwiać to założenie wzbogacone o fontannę, ławeczki, drewniane leżaki, ale zubożałe niestety o parkowe rzeźby i altany jakimi cieszyli się wówczas kuracjusze. Powstała tu nawet „Szwajcarka” z pijalnią mleka i sceną do występów. Nadal widoczne jest zaaranżowanie zieleni i drzewostanu – posadzono tu bowiem jodły, świerki oraz rośliny egzotyczne i ozdobne. Obecnie park z fontanną i współczesnymi, nowoczesnymi rzeźbami nawiązuje do zdrojowej przeszłości kurortu ciągle pozwalając na zdrowotne spacery w otoczeniu zieleni i dawno wytyczonych ścieżek. Stanowczo stawiano tu na właściwości krajobrazu, zieleń oraz walory natury. Gości kuszono również atrakcjami okolicy jak uzdrowiskiem Szczawno, wspinaczką na Waligórę czy wizytą w zamkach Książ i Grodno. Pobyt tutaj był też trochę tańszy niż taki w słynnym Sokołowsku.
Przed budynkiem głównego Domu Zdrojowego przysiadła na ławeczce wykonana z brązu baronowa Charlotta spoglądając na udostępniony ostatnio pawilon, w którym można napić się zdrojowej wody noszącej imię swojej dobrodziejki. W nim również znajduje się miejscowa informacja turystyczna.
Większość miejskiej zabudowy stanowiły kamienice otoczone przez zieleń i założenia ogrodowe. W okresie międzywojennym funkcjonowało tu aż trzydzieści pensjonatów! Willowa zabudowa również częściowo dotrwała do czasów współczesnych pozwalając poczuć klimat jaki zdarza się tylko w uzdrowiskach. Choć to małe i senne uzdrowisko, to nadal funkcjonuje, wciąż można odnaleźć w nim echa dawnej świetności i pospacerować ciesząc się górskim, umiarkowanym klimatem oraz właściwościami wodnej kuracji. Ciągle zachwycają charakterystyczne dla tego typu miejscowości budynki dawnych pensjonatów. Niektóre są obecnie zwykłymi obiektami mieszkalnymi, inne zostały przygotowane na wynajem dla turystów, w kolejnych działają hotele.
Warto zwłaszcza zwrócić uwagę na pięknie zdobiony budynek dawnej poczty wciąż służący (choć już tylko w niewielkiej części) tym samym celom.
Uzdrowiskowa zabudowa ucierpiała bardziej w wyniku peerelowskich zmian niż działań wojennych. „Remonty” odbywały się bowiem bardziej na zasadzie zamalowania i zniszczenia dekoracyjnych elementów (co było zdecydowanie tańsze). Dwór właścicieli uzdrowiska rozebrano, a nowy budynek sanatorium na centralnym placu wzniesiono w typowym dla tego okresu stylu: wielkopłytowej, prostej, użytecznej budowli. Obecnie część obiektów odzyskuje dawne oblicze, a podczas remontów przywraca się charakterystyczne dla uzdrowiska elementy, co zdecydowanie cieszy oko. Jedlina po wojnie utraciła również status uzdrowiska, gdyż zdecydowanie postawiono na rozwój kopalni na tym terenie. Dopiero w 1962 r. włączono ją w zespół uzdrowisk Szczawno Zdrój i do dnia dzisiejszego pozostaje funkcjonującym sanatorium leczącym m. in. choroby układu oddechowego, pokarmowego i krążenia.
Dawny kościół ewangelicko-augsburdzki
Budowę świątyni, która powstała w latach 1861-1863, wsparł finansowo wspomniany Carl Krister, jego żona natomiast była sponsorem zegara na kościelnej wieży. Po II wojnie światowej w związku ze zmniejszaniem się ilości wiernych (ostatnia msza odbyła się w latach siedemdziesiątych) część wyposażenia trafiła do gminy ewangelickiej w Goleszowie, część powędrowała do kościoła w katolickiego w Hajnówce, sam obiekt zaś został w 2001 roku przekazany tutejszej parafii katolickiej i ma służyć celom kulturalnym i edukacyjnym. Możliwe jest obecnie wejście na wieżę po uprzednim ustaleniu terminu wizyty.
Obok kościoła, w miejscu nieistniejącego już cmentarza znajduje się niewielkie lapidarium, prezentujące nieliczne ślady po zmarłych mieszkańcach Charlottenbrunn.
Pałac w Jedlince
Carla Krister, przedsiębiorczy człowiek urodzony w Nysie początkowo zajmował się malowaniem fajansu. Po zdobytych naukach i praktykach w kilkunastu zagranicznych zakładach w 1823 r. zawitał do Wałbrzycha. Wkrótce zainwestował we własny biznes wykupując dwie miejscowe fabryki i zakładając Krister Porzellan Manufaktur (KPM), którą we współczesnych czasach znamy pod nazwą „Porcelana Krzysztof” lub „Wawel” (do czego oczywiście przyczyniła się powojenna nacjonalizacja przemysłu). Dzięki jego pomysłom oraz wprowadzanym technicznym nowinkom luksusowa do tej pory porcelana stała się po prostu tańsza i trafiła na stoły zwykłych zjadaczy chleba. W szczytowym okresie zakład zatrudniał ponad 1500 pracowników, a pięknie zdobione naczynia zdobywały liczne nagrody na światowych wystawach oraz zasilały wyposażenie hoteli, uzdrowisk i wielu instytucji. Nic więc dziwnego, że porcelanę zwano białym złotem a jej najwięksi wytwórcy cieszyli się sławą i bogactwem. Krister zyskał nawet miano śląskiego Rockefellera.
Potentat bez problemu zakupił więc w 1861 roku jedlińską rezydencję dokonując architektonicznych zmian i przekształcając ją w klasycystyczny pałac z luksusowym wnętrzem. To jemu zawdzięczamy obecny wygląd obiektu z salą balową z emporą muzyczną, pięknie zdobionymi sufitami i imponującymi piecami kaflowymi. W owym czasie działał tu również browar, a mleko hodowanych w folwarku zwierząt wykorzystywano do leczniczych kąpieli w uzdrowisku. Krister poczynił również szereg inwestycji w Jedlinie, rozbudowując Dom Zdrojowy i goszcząc w kurorcie późniejszego cesarza Niemiec Fryderyka III aż dwukrotnie.
Pałac można zwiedzić z przewodnikiem odkrywając wciąż działającą windę do serwowania posiłków, przechodząc schodami dla służby, czy podziwiając kolekcję naczyń porcelanowego króla.
Muzeum Porcelany Wałbrzych
W ślady pochodzącego z Nysy Kristera poszedł wkrótce Carl Tielsch, a zaraz potem Ohme, Prause i Schachtel tworząc swoiste porcelanowe, śląskie zagłębie. Dzisiaj najpiękniejsze kolekcje z tych fabryk, jak i z całej Europy z miśnieńskimi cudami na czele, podziwiać można w wałbrzyskim Muzeum Porcelany. Spacerując z audioprzewodnikiem między bogato zdobionymi wazami, talerzami oraz serwisami docenia się niesamowite zdobienia, złote dekoracje i malunki. Muzeum szczyci się kolekcją 35 000 eksponatów! W dodatku doskonale zaaranżowanych w tematycznych salonikach, jadalniach i całkiem współczesnych salonach prosto z PRL-u. Placówkę założono w 1908 r. a wkrótce potem przeniesiono ją do imponującego pałacu Albertich, gdzie znajduje się do dnia dzisiejszego. Co ciekawe podczas II wojny światowej ekspozycję zabezpieczono i już w 1947 r. udostępniono dla odwiedzających ponownie. To właśnie tutaj podziwiać możemy dawny kunszt porcelanowych mistrzów i zastawy prosto z linii produkcyjnych Kristera i Tielscha.
Niestety po imponującej fabryce porcelany obecnie pozostały już tylko gruzy… i to dosłownie. W 2023 r. rozpoczęto likwidację, wyprzedaż zapasów, a w końcu i wyburzenie budynków. Covid, rosnące ceny gazu, spadek zamówień oraz napływ tanich produktów z dalekiego wschodu wykończyły prawie dwustuletnią tradycję wałbrzyskiej ceramiki. Posiadacze tutejszych wyrobów mogą liczyć na to, że ich kolekcje za kilkanaście lat warte będą znacznie więcej… jak przystało na „białe złoto”.
Porcelanowe królestwo Carla Tielscha
Biznes Kristera kwitł w najlepsze w 1845 r. gdy na scenie pojawił się nowy gracz. Carl Tielsch znając przyszłe plany przebiegu linii kolejowej w pobliżu dobrze prosperującego uzdrowiska Altwasser (Stary Zdrój w Wałbrzychu) postawił na rozległej działce imponującą fabrykę, gdzie porcelanę wypalało w 28 piecach 1500 pracowników. Podobnie jak u popularnej konkurencji w „Porzellanfabrik Carl Tielsch & Co” postawiono zarówno na użytkowe naczynia, jak i luksusowe, dekorowane zastawy, które zdobywały liczne nagrody na światowych wystawach w Londynie, Wiedniu a nawet Melbourne. Kolejni dyrektorzy fabryki wprowadzali nowoczesne urządzenia i metody wypalania co pozwoliło utrzymać się na porcelanowym rynku ze sporym powodzeniem. Tuż przed wybuchem I wojny światowej zakład eksportował ponad 60% produkcji posiadając liczne salony firmowe na całym świecie od Aten, Kairu przez Buenos Aires po Konstantynopol i Bejrut. Pierwszy światowy konflikt przystopował całą działalność, a drugi spowodował że planowana uroczystość 100-lecia fabryki nie odbyła się. W 1953 r. miejsce przemianowano na Zakłady Porcelany Stołowej “Wałbrzych”, których historia zakończyła się całkiem niedawno, bo w 2012 r. Budynki dawnej fabryki sukcesywnie są rozbierane lub same się rozpadają, więc z czasem będą tylko wspomnieniem. Podobnie jak niestety wałbrzyska porcelana…
Porcelanowy potentat w 1860 r. zlecił budowę wilii odpowiadającej jego społecznemu statutowi i zasobności kieszeni. Budynek właściwie przylegał do fabryki, więc pełnił też funkcje biurowe jako siedziba całego zarządu. Carl zmarł 1882 r. a jego potomkowie na swoją rodzinną siedzibę wybrali pobliską Rusinową, przeznaczając pałac już wyłącznie na cele biznesowe. Po destrukcyjnej wizycie Armii Czerwonej budynek pełnił rolę różnych placówek edukacyjnych, by zostać porzuconym w 2002 r. Na szczęście od niedawna za sprawą obecnych właścicieli odzyskał swój dawny blask. Chociaż już jego zewnętrzna bryła robi wrażenie, to prawdziwe skarby skrywa środek! Zaraz po wejściu możemy podziwiać przepiękne zdobienia ścian oraz sufitów (w zdecydowanej większości nawiązujące do starożytności), a przechodząc dalej trafia się na imponujący kolumnowy westybul. Od niego rozchodzą się liczne korytarze i pokoje (obecnie w większości zaadaptowane na biura), można jednak zajrzeć na klatki schodowe, przejść się korytarzem dookoła zachwycającego wewnętrznego przedsionka i odkryć mnóstwo architektonicznych i ozdobnych detali. Aby go zwiedzić trzeba przybyć w pracujące dni tygodnia, w godzinach otwarcia istniejących tu firm.
Organizacja TODT i pociąg „Amerika”
Ostatnimi przedwojennymi właścicielami pałacu w Jedlince była rodzina Böhm, która w 1943 r. przekazała go nazistowskiej organizacji TODT. Ta zaś stworzyła tu miejsce, z którego zarządzano budową ogromnego kompleksu „Riese”, na który składało się kilka podziemnych obiektów wykutych w skale Gór Sowich. Warto je również zwiedzić aby zobaczyć jakie pomysły realizowali Niemcy na Dolnym Śląsku i jak wiele ludzkich istnień musiało zginąć aby te plany spróbowali urzeczywistnić. O tej historii przypomina obecnie wystawa w piwnicach pałacu. Samo „Riese” natomiast to tak obszerny temat, że zasługuje na osobny artykuł. Mimo, że od zakończenia II wojny światowej minęło już 80 lat to obiekt ten wciąż nie został do końca poznany i wciąż rozpala wyobraźnię licznych miłośników historii, zwłaszcza tych tajemniczych. Obok pałacu, przy zainscenizowanej stacji kolejowej, stoi inna wojenna „pamiątka” – replika wagonu Hitlera. „Fuhrersonderzug”, znany jako „Amerika”, zaprojektowany został w 1939 r. dla bezpiecznego przemieszczania się niemieckiego kanclerza. To w nim wyświetlany jest film o niemieckiej inwazji jako świadectwo tego mrocznego czasu w dziejach ludzkości.
Browar i hostel Jedlinka
Od kilku lat w dawnych budynkach gospodarczych pałacu świetnie funkcjonują browar i restauracja. Ważone tu piwa nawiązują do tradycji i historii terenu. Skosztujemy tu więc „Czerwonego Barona”, „Jaśnie Księcia” czy „Marcową Damę”. Na przeciwko zaś oferowane są miejsca noclegowe w hostelu, który może być świetną bazą wypadową na poznawanie okolicy.
Na pałacowym dziedzińcu stoi również kolejna, tutejsza ciekawostka. Replika charakterystycznego, trójpłatowego Fokkera DR.1 – samolotu najsłynniejszego wojskowego pilota Manfreda von Richthofena, zwanego od koloru samolotu Czerwonym Baronem. Jego życie i związki ze Śląskiem to jednak scenariusz na osobną, fascynującą historię…
Źródła:
- „Przemiany krajobrazu kulturowego uzdrowisk Sudetów Środkowych (Stary Zdrój, Jedlina Zdrój, Szczawno Zdrój, Sokołowsko) w latach 1686-1945 ” – praca doktorska mgr inż. arch. Maria Pytka
- www.szczawno-jedlina.pl/jedlina-zdroj
- www.eturystyka.jedlinazdroj.eu
- www.muzeum.walbrzych.pl
- www.zabytek.pl

Jeden komentarz do “Jedlina Zdrój – uzdrowisko w cieniu węgla i potęga śląskiej porcelany”