Zamek Czocha wciąż strzeże swoich tajemnic

Nad Leśną zaczynało się ściemniać i powoli zapadał zmrok. Dwóch mężczyzn mimo panującej zimy szykowało się do dalekiego wyjazdu na motocyklach. Z pewnością towarzyszył im pośpiech gdy skrycie pakowali bagaże, ich część bowiem nigdy nie należała do nich, a dodatkowo przedstawiała ogromną wartość. Wcześniej przygotowali sobie fałszywe dokumenty, które miały uwiarygodnić ich wyjazd oraz zmylić i opóźnić pościg. Planowali już nigdy więcej nie wrócić, a biorąc pod uwagę iż będą poszukiwani, kierunek mógł być tylko jeden – zachód. Póki jeszcze granice nie są do końca szczelne. Ulice Leśnej wypełnił stopniowo cichnący ryk silników motocyklowych gdy po raz ostatni opuszczali miasto.

Jeszcze tego samego dnia, ale kilka godzin później kolejne dwie osoby realizowały podobny plan. Tym razem był to mąż z żoną, równie dobrze znany w Leśnej jak wcześniejszy uciekinierzy. Tym raz jednak jako środek transportu wybrano ciężarówkę, więc sam załadunek musiał odbyć się w trudniejszy do ukrycia sposób, mimo tego udało się zachować tajemnicę. Ponownie część bagażu stanowił „szereg drogocennych rzeczy” (jak określono to potem w milicyjnym raporcie) nie należących do małżeństwa. Prawdopodobnie i tym razem kierunkiem była niedawno ustanowiona granica na zachodzie.

Na motocyklach z Leśnej uciekli Lucjan Czerniak i Stanisław Propokopicz, ciężarówką odjechał Kazimierz Lech z żoną, a potem okazało się jeszcze, że zniknął również Edward Madej z kochanką. Pełnili oni odpowiednio funkcje: komendanta posterunku MO, zastępcy komendanta posterunku MO, burmistrza miasta oraz referenta magistratu miejskiego. Sporą część ich bagażu stanowiły drogocenne przedmioty i dzieła sztuki wyniesione z zamku Czocha. Losy wszystkich uciekinierów pozostały nieznane, w czym na pewno pomógł chaos powojennych czasów.

Był pierwszy dzień lutego 1946 roku.

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami…

Początki zamku sięgają XIII w. i wiążą się z powstaniem obronnej wieży na pograniczu Śląska i Łużyc. O to jednak, kto był jego założycielem nadal trwają dysputy. Na pewno w 1319 r. należał do księcia jaworsko-świdnickiego Henryka I. Następnie trafił w ręce szlacheckich rodzin Renker oraz von Klux. W owym czasie na ziemiach śląskich śmiało poczyniali sobie husyci, którym po krwawej rzezi udało się też zdobyć tę średniowieczną warownię i ruszyć dalej w stronę Chojnowa. W 1453 r. na prawie 250 lat forteca znalazła się w posiadaniu rodziny Nostitzów, która znacznie przebudowała zamek oraz powiększyła swój majątek dzięki zaangażowaniu w wyprawy krzyżowe oraz udział w konfliktach najmując się jako rycerze.

Obronna twierdza sprawdziła się jako schronienie dla okolicznych mieszkańców podczas wojny trzydziestoletniej, ale nie była w stanie oprzeć się zarazie w 1632 r. W XVII wieku w okolicy rozpoczęła się gorączka złota (miejsce wskazał sam Christoph von Nostitz po proroczym śnie), ale złoża w Złotnikach i Złotym Potoku nie były aż tak wydajne, aby przynieść dobrobyt na długie lata.

W następnym stuleciu zamek zakupił radca elektora saskiego i króla Polski Augusta II Mocnego – Johann von Üchtritz. W roku 1783 od uderzenia pioruna wybucha pożar, który na szczęście nie rozprzestrzenił się na tyle, żeby dokonać istotnych szkód. Dziesięć lat później jednak w wyniku zaprószenia ognia w jednym z pokoi wybuchła prawdziwie tragiczna pożoga. Strawiła on prawie cały zamek wraz z archiwum, w którym spaliły się dokumenty, akty notarialne i inne pamiątki. Stąd też o przeszłości Czochy i jej pierwotnej bryle wiemy stosunkowo niewiele. Kolejnych uszczerbków budowla doznała podczas wojen napoleońskich będąc grabionym i niszczonym przez walczące strony.

Przez lata zamek był w rękach zarówno władców, rycerzy jak i rozbójników, ale ostatnim właścicielem (przed przejęciem tych terenów przez Polskę) został po prostu bogaty człowiek, gdyż od potomków Ottona von Üchtritz zamek w 1909 r. nabył niemiecki przedsiębiorca Ernst Gütschow. W owym czasie Czocha była już otoczona przez wody Jeziora Leśniańskiego, którego budowę zakończono cztery lata wcześniej. Jego imponująca bryła i malownicze położenie idealnie wpasowały się w wizję jaką bogaty potentat planował urzeczywistnić.

Tajemnice ostatniego właściciela

Urodzony w 1869 roku w Prusach Ernst Gütschow młodość spędził w rodzinnym kraju, by w 1893 roku w wyniku kryzysu wraz z rodziną wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Wkrótce objął stanowisko dyrektora Michalitschke Bros&Co – firmy z branży tytoniowej. W 1894 r. ożenił się z córką współwłaściciela fabryki, która wniosła do małżeństwa spory majątek. Wkrótce Ernst wraz z żoną wrócił do ojczyzny i osiedlł się w Dreźnie, gdzie został dyrektorem fabryki cygar. Bogatemu przedsiębiorcy zamarzyła się godna siedziba i tak trafił na możliwość zakupu imponującego zamku. Zanim jednak mógł się do niego wprowadzić przez 7 lat trwała jego przebudowa prowadzona przez niemieckiego architekta specjalizującego się w restauracji zamków – Bodo Ebhardta. Zakup i remont Czochy wycenia się na około 230 milionów obecnych złotych! Budowli nadano charakter średniowiecznej twierdzy, ale nie wyrzekając się dostępnych wygód i nowinek technologicznych, którymi właściciel był żywo zainteresowany. Dzisiaj wciąż zachwyca obita drewnem komnata książęca z imponującą garderobą z czteroskrzydłowym lustrem (dającym obraz 360 stopni) oraz łazienką wyposażoną w wannę z prysznicem, bidetem i hydromasażem. Ciepła woda i ogrzewanie centralne również stanowiły o luksusie jakiego na zamkach często się nie spotyka.

W reprezentacyjnych salach – rycerskiej i marmurowej częściowo podziwiać możemy oryginalne wyposażenie: bogate zdobienia ścian lub sufitów, marmurowe kominki, żeliwne żyrandole, oryginalną posadzkę, malowidła czy drewniane regały. Ciekawostką jest, że akurat nad ukrytym przejściem w bibliotece widnieją wizerunki samego Ernesta i jego żony Józefiny. To pomieszczenie było oczkiem w głowie bogatego właściciela, który w równym stopniu lubił czytać w klimatycznych wnętrzach jak i kolekcjonować księgarskie „białe kruki”. W sali rycerskiej znajdowała się wystawa zbroi i broni nawiązująca do średniowiecznego ducha zamku, a na wewnętrznym balkonie umieszczono organy (wywiezione po wojnie do kościoła garnizonowego w Warszawie). Również ściany głównego holu były obficie przystrojone w kolekcję uzbrojenia. Można śmiało rzec, że wnętrza bardziej przypomniały galerię sztuki niż pomieszczenia mieszkalne. Jednak małżeństwo Gütschow mieszkało tu razem z czworgiem dzieci i ich rodzinami w wygodach, otoczone przepychem i luksusem.

Znaki i symbole

Na pomysł ukrytych przejść i skrytek wpadł podobno sam Gütschow pragnąc zabezpieczyć swoje liczne skarby i kolekcje. Wykorzystał zatem średniowieczne przejścia, piwnice, które mają aż trzy poziomy oraz „ślepe” korytarze. Zaprojektował schody teoretycznie prowadzące donikąd, zapadnie w ścianach oraz niewidoczne na pierwszy, ani drugi rzut oka skrytki. Wszystko, aby ukryć cenną kolekcję i utrudnić zadanie potencjalnym złodziejom.

Dodatkowym elementem nadającym zamkowi jeszcze więcej tajemniczości są masońskie znaki i symbole obecne w całym założeniu. Dla niewtajemniczonych nie mają one większego (oprócz dekoracyjnego) znaczenia, ale dla wolnomularzy są jasnym przekazem rytuałów jakie musiały się tu odbywać. Klamki w kształcie znaków nieskończoności, „ołtarz” w bibliotece, zwierzęce symbole orła, koguta, kozła czy lwa w dekoracjach ścian oraz łoże z otwieranymi od frontu drzwiczkami, mającymi ułatwić przepływ energii. Również liczba schodów prowadzących do sali rycerskiej miała symbolizować trzy rytuały wtajemniczenia – ucznia, czeladnika i mistrza. Choć o powiązaniach Ernsta z masonerią wiemy niewiele to jednak symbolika jaka obecna jest na całym zamku jasno wskazuje na jego zainteresowanie tym ruchem.

Wojenne tajemnice

Dumny właściciel pozostał na zamku prawie do końca II wojny światowej. O tym co podczas tego mrocznego czasu działo się w tajemniczej twierdzy krążą tylko legendy. Nie ma żadnych dowodów na istnienie tu ośrodka wywiadowczego SS jak chcą jedni, ani śladów podziemnej produkcji zbrojeniowej jak chcą inni. Jedynie informacja o zamieszkiwaniu tu niemieckich inżynierów z pobliskiej fabryki firmy Walter w Baworowie, w której produkowano silniki rakietowe wydaje się być potwierdzona (zwłaszcza, że znaleziono ukrytą na zamku turbinę Waltera). Ernst z rodziną opuścili zamek pod koniec stycznia 1945 r. zabierając ze sobą stosunkowo niewiele. Potwierdza to teorię, że albo liczył na szybki powrót albo na to, że ukrytych skarbów nikt nie znajdzie. Podobno jego ostatnie słowa odnoszące się do nowych „właścicieli” zamku po wojnie brzmiały: „Gdyby nawet wywieźli stąd wszystko, tu i tak zostanie dużo więcej”. Nie dane mu było już nigdy powrócić w te rejony, ani myśleć o odzyskaniu majątku – umarł już w 1946 r.

Od lat 50-tych XX w. zamek był własnością Wojska Polskiego stając się domem wypoczynkowym dla zawodowych żołnierzy i ich rodzin. Po części uratowało go to przed dewastacją i pozwoliło zachować część wystroju wnętrz na swoim miejscu, zniknęło natomiast to, co łatwo można było wynieść. Co ciekawe nadal należy on do Agencji Mienia Wojskowego. Obecnie znajduje się tu hotel i restauracja, ale przede wszystkim prowadzona jest działalność turystyczna na bardzo szeroką skalę. Przenocować można w pokojach o różnym standardzie, a zjeść w jadalni, w której dawniej stołowali się ostatni właściciele ciesząc oko wystrojem, a podniebienie smakami kuchni polsko-łużyckiej.

Architektura, tajemnice, schowki i historia, która nadal częściowo pozostaje nieodkryta, powodują że warownia stała się tłem dla wielu filmów, a ekranowa fikcja mieszała się z historyczną prawdą. Zamkowe scenerie kojarzyć można z produkcji takich jak kultowa polska komedia z 1963 r. „Gdzie jest generał”, serial „Twierdza szyfrów”, który ponownie wzbudził zainteresowanie sekretami wojennymi, czy kontrowersyjny, polski „Wiedźmin”. Tu historia spotyka się z fantazją, ale to tylko wzmaga zainteresowanie zamkiem i jego tajemnicami.

„Złoto” dla zuchwałych

Jeszcze w październiku 1945 r. zamek epatował bogactwem. Referat Kultury Sztuki zapisał, że „ukończono spisywanie i katalogowanie zbioru i biblioteki. W toku dalszych poszukiwań odnaleziono w zamurowanej piwnicy zamku cenny zbiór staro-rosyjskich ikon. Są to ikony malowane na drzewie, tkane i malowane, okładane srebrem, pozłacane, bronzowe, wysadzane kamieniami itd. Ponadto odkryto zbiór bronzowych popiersi carów oraz zabytk. monstrancję. Ikonów razem sztuk 136.” ( „Tajemnice zamku Czocha” J. Skowroński). To tylko niewielka część skarbów, po których obecnie zostały tylko świadectwa w postaci spisanych list i protokołów cudem odnalezionych w archiwach. Na spisach znajdują się liczne obrazy, rzeźby, miśnieńska porcelana, 25 000 tomów książek, zabytkowa broń, barokowe szafy i inkrustowane meble. Choć mamy bogatą wiedzę na temat tego co się w zamku znajdowało, praktycznie niewielką co się z wieloma wartościowymi przedmiotami działo później. Książki wywożono ciężarówkami gdyż miały trafić do Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, ale większość z nich nigdy się tam nie pojawiła. Ziemie Odzyskane w owym czasie stały się raczej „Dzikim Zachodem”, gdzie wielu ludzi w nowej rzeczywistości wykorzystało szansę jaką dostaje się raz w życiu. Szansę źle zrozumianą, bowiem dla zamku stała się ona przekleństwem.

Najbardziej znanej współcześnie kradzieży dopuścili się wspomniany burmistrz i komendanci MO. Również inni członkowie komisji inwentaryzacyjnych odbywających się w zamku deponowali co cenniejsze rzeczy w bliżej nieokreślonych miejscach, nie przykładając wagi do zajmowanych stanowisk, a bardziej myśląc o możliwości szybkiego wzbogacenia. Część ikon dopiero w 1952 r. trafiła do Muzeum Narodowego w Warszawie, by w latach 80-tych znaleźć swoje miejsce na wystawie w Olsztynie. Co ciekawe w 2022 r. i ostatnio w tym roku kolejne dwie ikony z zamkowego skarbca udało się rozpoznać na zagranicznych aukcjach i dzięki międzynarodowej współpracy sprowadzić na olsztyńską wystawę. Czy powrócą one kiedyś na swoje oryginalne miejsce? Trzeba mieć nadzieję, że tak się stanie nie tylko z nimi, ale także z innymi kosztownościami ze zbioru Gütschowa. Niektórzy przypuszczają, że część szerokiej i imponującej kolekcji ciągle znajduje się w murach zamku, w skrytkach zaprojektowanych przez ostatniego właściciela. W końcu opuszczając go zaznaczył, że ten kto tu wejdzie po nim nawet jakby zabrał wszystko i tak zostawi większość…

Obecnie skarbiec (odnaleziony w 1945 r. a następnie ponownie ukryty i znowu odsłonięty w 2021 r.) prezentuje wystawę z atrapami przedmiotów, które stąd zniknęły. W strzegących wejścia pancernych drzwiach, z imponującymi zamkiem szyfrowo-cyfrowym, wciąż widnieje wielki otwór po akcji ich siłowego otwarcia. Wejście do środka wciąż pobudza wyobraźnię zarówno poszukiwaczy skarbów jak i zwykłych turystów.

Warto zaznaczyć, że szeroko rozumiane skarby z Czochy, częściowo były magazynowane w murach twierdzy, częściowo zostały zdeponowane w budynkaach urzędów w Leśnej (skąd właśnie sporo zniknęło feralnej, lutowej nocy). Kolejne zawędrowały do magazynów tymczasowych w Karpaczu czy Jeleniej Górze, inne pojechały do Wrocławia czy nawet na Wawel. Swoją rolę odegrała tu też na pewno szlachcianka Christina von Saurma, bibliotekarka Gütschowa, która nie uciekła przed zakończeniem wojny i służyła „pomocą” nowym panom na zamku. Dobrym przykładem jak traktowano „zdobycze wojenne” jest fakt, że elementy srebrnej zastawy „wypożyczano” sobie na przyjęcia, a niektóre zabytkowe meble trafiły do… kancelarii Bolesława Bieruta. Nie dziwi więc, że tak trudno jest ustalić co i gdzie się obecnie znajduje.

Duch Ulryki i inne legendy

Przy takiej historii nie mogło zabraknąć licznych legend z duchami! Pierwsze pojawiły się już za czasów Husytów, którym zdobycie twierdzy nie poszło gładko. Dopiero pomoc Gertrudy, zazdrosnej siostry ówczesnego pana na zamku umożliwiła im wejście do środka tajnym przejściem. Nagrodą za zdradę był worek złota, cieszyła się nim jednak tylko do powrotu brata, który postanowił skrócić siostrę o głowę. Nie pomógł płacz i żal za grzechy. Po dziś dzień snuje się więc ona po murach i jako Biała Dama podrzuca judaszowe monety próbując skusić kogoś, kto klątwę z niej zdejmie. Nie warto więc schylać się po zauważone w warowni pieniędze..

Do Gertrudy co jakiś czas dołączają również duchy niewiernych żon, a tych było przez wieki sporo. Swój żywot marnie kończyły w głębokiej studni na dziedzińcu, tak jak piękna Ulrika, którą mąż – Joachim von Nostitz po kilkunastomięsięcznym powrocie z wojny zastał w połogu. Zrzucił więc wiarołomną żonę do studni, a noworodka kazał zamurować w kominku – nie dziwi więc płacz dziecka, który nocami rozchodzi się po komnatach. Jeżeli ktoś nie spotka żeńskich przedstawicielek nocnych zjaw, na moście prowadzącym przez suchą fosę po zmroku ma szansę natknąć się na tułające się dusze żałobników, którzy za życia odprowadzając zmarłego w kondukcie pogrzebowym runęli w dół razem z drewnianym wtedy mostem.

Legendy mówią też o duchach licznych kobiet (i mężczyzn), których z sypialnianego łoża w książęcej sypialni pozbywano się za pomocą uruchamianej dźwignią zapadni wprost do głębokiego lochu. Zdrada na zamku panoszyła się przez wieki, a zastępy duchów rosły w siłę, nocą więc trzeba się mieć na baczności.

Gdy rozum śpi, budzą się demony

Te wszystkie średniowieczne legendy, jak i całkiem współczesne tajemnice sprawiają, że zamek jest jednym z najbardziej niesamowitych miejsc w Polsce. Biała Dama, mroczne lochy, tajemnicze symbole, ukryte przejścia i schowki odkrywane nawet współcześnie są doskonałym tłem dla nocnego zwiedzania. Te natomiast zaczyna się późną nocą i trwa podczas godziny duchów i jeszcze dłużej… Przechodząc przez korytarze oświetlone światłem świec spróbujemy odkryć sekrety zamczyska, ale mogą nam w tym przeszkodzić zjawy i duchy, które jednak wolałby je zatrzymać dla siebie. Skrzypienie drzwi, płacz dziecka, jęki dochodzące ze studni – tego wszystkiego doświadczymy podczas nocnego zwiedzania. Oprowadzają bardzo zaangażowani przewodnicy, zmarzniętych zaś rozgrzać może degustacja pitnego miodu w winiarni, która wcale składowaniu wina nie służyła… Jest klimat, jest pomysł i nie pozostaje nic innego jak sprawdzić swoją odwagę dając się porwać otchłani mrocznych korytarzy, zamkowych sekretów i mniejszych lub większych zdrad.

Pomijane sgraffitto

Idąc od bramy głównej warto spojrzeć na dawne stajnie udekorowane sgraffitem datowanym na XVI w. , choć niestety w większości zostało ono w znacznym stopniu zmienione w całkiem współczesnych czasach. W tych gospodarczych budynkach Gütschow parkował kolekcję swoich dziewięciu samochodów, w tym luksusowego Maybacha Zeppelin DS-7.

Ukryty grobowiec

Jeżeli ktoś chce „odwiedzić” dawnych mieszkańców zamku, a nie spotka ich podczas nocnego zwiedzania, musi opuścić jego mury i udać się do pobliskich Stankowic, gdzie obok tamtejszego kościoła pw. Matki Boskiej Anielskiej znajduje się zapomniany grobowiec. Niestety jest się on obecnie ukryty wśród rosnących wzdłuż muru iglaków, a gdy jednak uda się go odnaleźć okaże się, że został splądrowany i zdewastowany. O tym, że spoczywają tu (a raczej spoczywali) członkowie rodu von Üchtritz świadczy tylko herb umieszczony na szczycie, tablice z nazwiskami bowiem zostały rozbite. Na ścianie kościoła, na jednej z ledwo czytelnych tablic grobowych można spostrzec natomiast herb von Nostitz.

Takie chwile jak te…

Czocha to jeden z najbardziej znanych zamków w całej Polsce. W dodatku jeden z najbardziej tajemniczych. Podobno wciąż istnieją pod nim niezbadane korytarze czekające na odkrycie, sam obiekt posiada aż czterdzieści sekretnych przejść oraz skrytek, a kolekcje dzieł sztuki z tutejszych zbiorów co jakiś czas wypływają na zagranicznych aukcjach. Jego historia jest równie długa co intrygująca. Jeżeli mielibyście wybrać tylko jeden (ale nie róbcie tego!) zamek do odwiedzenia na Dolnym Śląsku, to Czocha zdecydowanie nie zawiodłaby waszych oczekiwań.

Czasu w okolicy też nie da się zmarnować, bo do zobaczenia jest Leśna i jej okoliczne atrakcje oraz malownicza Dolina Pereł z historią poławiania tych klejnotów prosto z Kwisy. Jak widać teren ten obfituje w niesamowite historie!

Jeden komentarz do “Zamek Czocha wciąż strzeże swoich tajemnic

Dodaj komentarz