Królestwo Polskie utworzono decyzją kongresu wiedeńskiego w 1815 r. „Oddane na wieczne czasy w ręce Najjaśniejszego Cesarza Wszechrosji” jak głosił zapis, próbowało zbudować choć namiastkę gospodarczej i społecznej niezależności. Szukano więc sposobu na rozwój, a że właśnie na brytyjskich wyspach wybuchła wielka rewolucja przemysłowa na skorzystanie z tego trendu wpadł prezes Komisji Województwa Mazowieckiego – Rajmund Remblieński. To on wskazał tutejsze tereny bogate w lasy i liczne rzeki jako doskonałe dla fabrykantów sukna, które to szturmem podbijało świat, głównie ze względu na zapotrzebowanie armii oraz chłonny i bliski rosyjski rynek. W oparciu o plany prezesa namiestnik Królestwa Polskiego Józef Zajączek 18.09.1820 r. wydał dekret o lokalizacji fabrycznych osad obejmujący również teren ówczesnej Łodzi.
Tu na razie jest ściernisko…
W owym czasie miasto, mimo że prawa miejskie uzyskało w 1423 r., mogło się pochwalić skromną liczbą 800 mieszkańców, drewnianą zabudową i typowo rolniczą infrastrukturą. Nie było tu ani przemysłu, ani nawet potencjalnych przedsiębiorców, którzy mogliby poczynić niezębne w tym kierunki inwestycje. Zadbano więc o warunki, które miały skusić imigrantów – zaprawionych w temacie rękodzielników z Niemiec czy Żydów z kapitałem i wiedzą. Przybywającym ziemię oddawano w wieczystą dzierżawę, przyznawano korzystne pożyczki, oferowano darmowe drewno z rządowych lasów, tańszą cegłę z państwowych zakładów oraz liczne ulgi i przywileje. Benefity te można porównać do tych oferowanych obecnie przy zakładaniu stref ekonomicznych. Na terenie miasta rosły więc jak grzyby po deszczu fabryki lniarsko-bawełniane: przędzalnie, farbiarnie, krochmalnie, bielniki i magle. Już w 1839 r. ruszyła tu pierwsza maszyna parowa, która napędziła dalszą przemysłową rewolucję. W owym roku liczba mieszkańców liczyła już czternaście tysięcy, by tuż przed wybuchem I wojny światowej osiągnąć pół miliona. Była to populacja oparta na przemyśle włókienniczym, z największym skupiskiem milionerów w Królestwie Polskim, gdyż trzeba przyznać, że majątki bawełniani przedsiębiorcy zgromadzili olbrzymie.
Z jednej strony mamy więc świat ogromnych karier, pieniędzy, pałaców i luksusów. Z drugiej liczne załogi pracowników: analfabetów mieszkających w barakach i domach bez podstawowych udogodnień. Te dysproporcje doprowadzały do niezadowolenia pracowników, licznych strajków, walk a nawet wystąpień kończących się zabójstwem dyrektorów fabryk. Niejako wymuszały one też na fabrykantach wprowadzanie świadczeń socjalnych, co jednak trzeba przyznać sami w dużym stopniu zauważali i implementowali. W 1843 r. powstał pierwszy miejski szpital. Stawiano szkoły, osiedla domów dla robotników, fundowano dzieciom letnie kolonie. Pomyślano o zasiłkach chorobowych, licznie zatrudniano kobiety, co pozwoliło na ich szybszą niż w innych częściach zaborów emancypację. Czy benefity te były wystarczające zdaniem samych pracowników nietrudno się domyślić…
Nadal trwa więc dyskusja, czy fabrykanci byli darem niebios, czy wyzyskiwaczem, diabłem wcielonym. Zapoczątkował ją już w 1897 r. Władysław Reymont pisząc „Ziemię Obiecaną”. Prawda tymczasem leży jak zwykle gdzieś po środku… Na ten temat napisano niejedną książkę, więc zainteresowani mogą śmiało sięgnąć do licznych publikacji. Najlepiej jednak zacząć od osobistego poznania miasta wielkiego przemysłu, spektakularnych karier i bajecznej architektury, która jest fenomenem aż do dziś. Nie można bowiem fabrykantom odmówić prawa do nazywania się ojcami wielkomiejskiej Łodzi.
Ludwik Geyer
„Ludwik Geyer należał do pierwszego pokolenia fabrykantów, którzy budowali łódzki przemysł od poziomu niemal zerowego. Doświadczył też dużego awansu społecznego, bo jako człowiek zamożny i wpływowy zyskał szacunek i poważanie w mieście. Pełnił funkcję honorowego radnego miejskiego, odznaczono go Orderem św. Stanisława. Próbował też zaszczepić na gruncie łódzkim pewne rozwiązania, powiedzielibyśmy dzisiaj – socjalne, przeniesione z poletka niemieckiego. Sfinansował bowiem szkołę dla nieletnich robotników, zorganizował też zakładową kasę, z której opłacano lekarza fabrycznego i wypłacano zasiłki w przypadku choroby robotnika”.
„Fabrykanci. Burzliwe dzieje łódzkich bogaczy” M.J. Szymański, B. Torański
Młody Ludwik przybył do łodzi w 1828 r. z niemieckiego Zittau (garść informacji o atrakcjach w okolicy tego miasta poznacie w tym wpisie), gdzie jego ojciec posiadał fabrykę sukna. Założył pierwszy warsztat tkacki, ale korzystał też z usług kilkudziesięciu chałupników. Sprowadził z zagranicy drukarzy i kolorystów. Z czasem wykupywał coraz to większe tereny pod swoje inwestycje: cukrownie, tartak, cegielnię i gorzelnię. To w jego fabryce zainstalowaną w 1839 r. maszynę parową – pierwszą w Królestwie Polskim. Był przedsiębiorcą interesującym się możliwościami i rozwojem, inwestującym w nowinki oraz szukającym możliwości ciągłego wzrostu. Niestety wielkie sukcesy przysłoniły mu zagrożenia jakie zgotowała koniunktura. Liczne pożyczki, nietrafione inwestycje, wojna secesyjna wpływająca na ograniczenia w dostawie bawełny i zaległości w podatkach sprawiły, że przedsiębiorstwo musiało wstrzymać działalność na kilka lat oraz wyprzedać część nieruchomości. Pod koniec życia fabrykant nękany był również licznymi procesami, a umierając w 1869 r. zarządzanie pozostawił swoim trzem synom, którym udało się biznes prowadzić do końca II wojny światowej.
Biała fabryka
Pozostałości jego imperium to zrewitalizowane tereny pod nazwą „Ogrody Geyera”, gdzie w budynkach z czerwonej cegły mieszczą się firmy i apartamentowce oraz „Biała Fabryka”, w której to właśnie stanęła pierwsza zmechanizowana przędzalnia. Dzisiaj mieści się w niej Centralne Muzeum Włókiennictwa. Koniecznie trzeba tu zajrzeć, aby poznać historię bawełnianego przemysłu i industrialnej Łodzi. Na poszczególnych piętrach mieszczą się wystawy „Miasto-moda-maszyna” gdzie zobaczymy ewolucję parku maszynowego, ale też samej konfekcji aż po czasy „Mody Polskiej” oraz targowisk lat 80-tych, czyli „ciuchów” mierzonych na pakach busów.
Na terenie muzeum znajduje się też Łódzki Park Kultury Miejskiej, który prezentuje wygląd miejskiej uliczki na początku XX w. W drewnianych domach odwzorowano izby szewca, krawcowej, ale i zwykłych mieszkańców. Stoi tu też letniskowa willa i drewniany kościół z 1846 r. Budynki te przeniesiono z miejsc, w których je wzniesiono pierwotnie tworząc swoisty skansen rzemieślniczego miasteczka.
Karol Scheibler
„Rozwój firmy Karola Scheiblera był nieprawdopodobny. Na przestrzeni kilkunastu lat wartość produkcji, zatrudnienie i zyski rosły niemal geometrycznie. Barchany, płótna i inne materiały sprzedawały się świetnie. Firma Scheiblera zaopatrywała się w amerykańską bawełnę ze stanów południowych, głównie z Luizjany, Teksasu czy Arkansas. Towary przypływały na statkach brytyjskich. Zresztą maszyny również były brytyjskie. Jedynie drobne części zamienne dawało się dokupić w kraju. Karol był dalekowzrocznym przedsiębiorcą i potencjalne zyski dostrzegał zawsze jako pierwszy.”
„Fabrykanci. Burzliwe dzieje łódzkich bogaczy” M.J. Szymański, B. Torański
Księży Młyn
Ambitny młodzieniec , którego rodzina posiadała włókiennicze manufaktury w Niemczech, doświadczenie zdobywał w zakładach w Wielkiej Brytanii i Austrii, by w 1853 r. przybyć do Łodzi z zamiarem wcielenia zdobytych nauk w życie. Trzeba przyznać, że zrobił to z rozmachem i wielkim sukcesem. W dzielnicy Księży Młyn można zobaczyć całe postindustrialne miasteczko bawełnianego przemysłowca. Składa się na nie przędzalnia, osiedle robotnicze z zapleczem gospodarczym, ale też budynki straży pożarnej, szkoły oraz bocznica kolejowa. To takie miasto w mieście, gdzie wszystko znajdowało się „pod nosem” trochę na wzór osiedli familoków na Śląsku. Obecnie zrewitalizowane zachęca do spacerów, tym bardziej że prowadzi przez nie Koci Szlak, którym przejść można z dziećmi szukając charakterystycznych figurek „sierściuchów” i poznając znaczenie poszczególnych budynków.
Umierając w 1881 r. wielki fabrykant pozostawił po sobie majątek szacowany na 14 milionów rubli i to właśnie jemu przypisuje się miano najbogatszego łódzkiego fabrykanta. Firmę przejęły dzieci oraz zięć – Edward Herbst i funkcjonowała ona aż do 1945 r. kiedy to „Zjednoczone Zakłady Włókiennicze K. Scheiblera i L. Grohmana” zostały upaństwowione i zaczęły działać pod nazwą „Uniontex”.
Przedsiębiorczemu fabrykantowi zawdzięcza się również budowę Kolei Fabryczno-Łódzkiej, udział w założeniu Banku Handlowego oraz Towarzystwa Kredytowego Łodzi. Słynął on też z działalności dobroczynnej, ufundował stypendia dla uczniów szkoły rzemieślniczej oraz budowę synagogi, kościoła, szkoły i przytułku. Imponujący, rodzinny grobowiec w formie neogotyckiej kaplicy podziwiać można na ewangelicko-augsburskim cmentarzu przy ulicy Ogrodowej.
Pałac Scheiblerów – Muzeum Kinematografii
Król bawełny postawił sobie pałac na miarę swoich możliwości, a że te miał w sumie nieograniczone, to cenne wyposażenie przybywało aż z południowych i zachodnich części Europy. Pokój mauretański, sala lustrzana, wenecka mozaika, łaźnia pałacowa wszystko to świadczyło o majętności właścicieli. Odrestaurowany obiekt dzisiaj znowu zachwyca zarówno wielbicieli architektury jak i zwykłych śmiertelników. Wszyscy będą się czuli usatysfakcjonowani ale i lekko onieśmieleni przepychem i bogactwem pałacowych wnętrz.
W rezydencji znajduje się obecnie Muzeum Kinematografii i skupia się ono na zarówno wielkich jak i małych krajowych produkcjach. To tutaj już w 1945 r. powstało pierwsze, polskie, powojenne studio filmowe, działające pod nazwą Wytwórni Filmów Fabularnych (WFF). Odpowiada ono za takie wielkie dzieła dziesiątej muzy jak „Ziemia obiecana”, „Lalka”, „Ida” czy „Zimna Wojna”, a absolwenci słynnej, łódzkiej filmówki mają na koncie 3 Oskary i 19 nominacji do tej nagrody. Działało to również studio SeMaFor odpowiedzialne za takie bajki jak „Miś Uszatek”, czy „Muminki”, ale o tym można dowiedzieć się z osobnego wpisu o łódzkich atrakcjach dla dzieci. Miasto można zwiedzać również filmowym szlakiem, ale przygotować się do tego należy właśnie tutaj. Na ekspozycji oprócz licznych kamer znajdują się inne eksponaty związane z przemysłem filmowym jak plakaty, scenariusze czy stół montażowy. Nie brak też scenografii i strojów z dobrze znanych superprodukcji takich jak np. garnitur i peruka pana Kleksa, fragment Szuflandii z „Kingsajzu” czy nawet wielki czajnik, w którym utknął w słynnej scenie tego filmu nadszyszkownik Kilkujadek. Miejsce obowiązkowe dla wielbicieli kina.
Rodzina Poznańskich
„W kolejnych dwóch dziesięcioleciach powstała cała dzielnica miasta należąca do fabrykanta. Wzniósł oddział budowy i naprawy maszyn, by nie płacić za ich sprowadzanie i serwis za granicą. Założył bielnik, apreturę, a przede wszystkim wielką przędzalnię, która powstała w latach 1877-1879. Później postawił jeszcze gazownię, drukarnię tkanin i farbiarnię. Fabrykant wzniósł też osiedle robotnicze, które na owe czasy było dość nowoczesne”.„Fabrykanci.
Burzliwe dzieje łódzkich bogaczy” M.J. Szymański, B. Torański
Manufaktura
Przedsiębiorczy handlarz żydowskiego pochodzenia Kalman Poznański osiedlił się w Łodzi w 1834 r. i dosyć szybko wszedł na rynek bawełnianego przemysłu. Jego schedę przejął obrotny i ambitny syn Izrael, dla którego Hilary Majewski zaprojektował imponujący kompleks z tkalnią, przędzalnią, farbiarnią, ale też remizą strażacką, gazownią, magazynami i domami dla robotników zwanymi famułami. Jak powstawała i jak pracowało się w tutejszym zakładzie, aż do lat 90-tych XX w. można dowiedzieć się w funkcjonującym tu niewielkim Muzeum Fabryki. W 2006 r. budynki przeszły rewitalizację, po której powstało centrum kulturalno-handlowe o nazwie Manufaktura. Znajduje się tu wiele atrakcji zaczynając od sklepów, restauracji czy dyskotek po plażę, tyrolkę oraz liczne wydarzenia sportowe i rozrywkowe. Miejsce interesujące zarówno za dnia, jak i gdy zachodzi słońce sygnalizując początek nocnego życia. Łatwo można ulec pokusom tego miejsca…
Pałac Izraela Poznańskiego – Muzeum Miasta Łodzi
Majętny biznesmen tuż przy fabryce zlecił budowę największej rezydencji fabrykanckiej w ówczesnej Polsce, którą ostatecznie ukończono w 1903 r., trzy lata po jego śmierci. Przepięknie zdobiony pałac skrywał w środku zarówno kancelarię, gabinet, kantor i magazyny jak i oczywiście pokoje prywatne: sypialnie, jadalnię, salę balową oraz oranżerię ze szklaną kopułą. Między fabryką a pałacem założono ogród, a oba założenia połączono aby zarządzający mogli szybko się między nimi przemieszczać. Przywrócone do dawnej świetności sale robią ogromne wrażenie, a zdobienia sufitów, kominków, czy mebli świadczą o milionach wydawanych na wyposażenie. Właściwie można powiedzieć, że nie ma tu pustych przestrzeni, które pozwoliłyby oczom odpocząć od blichtru i blasku. Zapewne o to właśnie chodziło, w końcu łódzkich bogaczy było stać na przysłowiowe „złote klamki” i nie zamierzali tego ukrywać.
W podziemiach pałacu można zobaczyć dwie nowoczesne wystawy: „Łódź w Europie. Europa w Łodzi” oraz „Na wspólnym podwórku”, które to przybliżają wielkomiejski rozwój miasta i życie wielokulturowej mieszanki różnych narodowości, które połączyła bawełna.
Pałac Maurycego Poznańskiego – Muzeum Sztuki MS1
Zbudowany w 1896 r. dla najmłodszego syna Izraela dwukondygnacyjny pałac zdobiony attyką miał charakter rezydencjalno-mieszkalny. Obecnie mieści Muzeum Sztuki i można zajrzeć na wystawy prezentujące głównie sztukę współczesną. Podziwiać można również piękną elewację budynku oraz reprezentacyjną klatkę schodową z kolorowymi witrażami, marmurowymi schodami i zdobionym sufitem, która jest kolejnym świadectwem zamożności tej rodziny.
Pałac Karola Poznańskiego – Akademia Muzyczna
Budowę obiektu ukończono w 1908 r. Oryginalny budynek w stylu włoskiego renesansu i baroku skrywa nawet ogród zimowy i pokój bilardowy, ale już sama zewnętrza bryła stanowi zapowiedź przepychu jaki gościł w środku. Jest to działająca uczelnia, więc dostać się do środka nie jest łatwo, szczególnie w wakacje. Władze tej szkoły wyższej organizują natomiast co jakiś czas zwiedzanie, na które można się zapisać.
Trzeba przyznać, że rodzina Poznańskich żyła bardzo rozrzutnie – kilka niebagatelnych pałaców oraz ich wyposażenie i utrzymanie, reprezentacyjny styl życia, ale też rozwój całego biznesu wraz z kosztami bieżącymi i płacami pochłaniało miliony. Gdy w 1900 r. sporządzono bilans spółki okazało się, że owszem jest ona sporo warta i ma kapitał w wysokości 10 milionów rubli, ale do spłaty ma 11 milionów pożyczek i kredytów. Mimo, że rodzina należała do najbogatszych w ówczesnej Europie to żyła „na kredyt” i wszystko „kręciło się” póki sytuacja temu sprzyjała. Przez lata dla ratowania biznesu zakładano liczne spółki, nawiązywano współpracę z bankami czy zagranicznymi holdingami, aż w końcu zadłużenie i światowy kryzys gospodarczy doprowadziły w 1935 r. do przejęcia akcji własnościowych przez włoski holding BCI, z którego „pomocy” wcześniej skorzystano. Tak skończyła się łódzka historia poznańskich fabrykantów.
Izrael Poznański wspierał również rozwój miasta, ze szczególnym naciskiem na wspólnoty żydowskie, przeznaczył znaczne fundusze na zbudowanie nowej synagogi oraz przekazał ziemię pod cmentarz, na którym w 1900 r. sam spoczął w zaprojektowanym przez siebie grobowcu. Zajmujące 100 metrów kwadratowych mauzoleum Leonii i Izraela Poznańskich uznawane jest za największy żydowski grób na świecie. Stojąc po dzisiejszy dzień przypomina o osiągnięciach włókienniczego potentata.
Juliusz Heinzel
Praktyki rozpoczął w fabryce Karola Scheiblera, by w 1864 r. wybudować przy Piotrkowskiej własną wełnianą tkalnię. Interes rozwijał się doskonale, a fabrykant zyskał wkrótce miano króla wełny stając się prawdziwym oligarchą na łódzkim rynku. Oprócz rezydencji w centrum, zbudował również pałace w zielonych dzielnicach miasta Julianowie i Łagiewnikach. Obecnie w reprezentacyjnym budynku znajduje się Urząd Miasta (to za nim mieściła się fabryka), a na cmentarzu przy ulicy Ogrodowej można zobaczyć imponujący grobowiec-kaplicę wełnianego magnata.
Edward Herbst – kolejne muzeum w pałacu
Młody i ambitny człowiek został dyrektorem w fabryce Scheiblera w 1874 r. Niedługo potem poślubił córkę swojego szefa Matyldę. Dla młodej pary przy ulicy Przędzalnianej powstała według projektu Hilarego Majewskiego neorenesansowa willa. Tutaj również warto skierować swoje kroki, jeżeli ktoś po raz kolejny chce doświadczyć luksusu i przepychu. Dzięki dostępowi do archiwalnych fotografii udało się odtworzyć klimat epoki z końcówki XIX wieku. Sale reprezentacyjne zachwycają zdobieniami od podłóg, przez bogate w tapety i boazerię ściany po sufity zdobione rozetami, malunkami i kwiatowo-owocowymi zdobieniami.
Pałac mieści również ogród zimowy, czyli dawną palmiarnię w której obecnie działa mała kawiarenka. Tuż obok stoi powozownia, mieszczącą obecnie Galerię Sztuki Dawnej prezentującą polskie malarstwo. Pospacerować można również po romantycznym ogrodzie. Nic dziwnego, że łódzkie pałace służyły i nadal służą za gotową scenografię do wielu krajowych produkcji filmowych.
Ulica Piotrkowska
To właśnie tutaj wytyczono pierwsze działki dla napływających przemysłowych imigrantów. Wkrótce wzdłuż tego „traktu fabrycznego” ustawiły się reprezentacyjne domy fabrykantów, kryjące zakłady i fabryki w podwórzach. Każdy szanujący się przedsiębiorca budował tu swój pałac lub dom handlowy, a w 1888 r. stanął przy niej imponujący Grand Hotel istniejący po dziś dzień. Idealnie prosta, handlowa ulica ciągnie się przez cztery kilometry stanowiąc również obecnie atrakcyjną arterię miasta. Odrestaurowane kamienice, liczne sklepy i restauracje oraz deptak pozwalający to wszystko podziwiać, powoduje, że można dać się porwać wielkomiejskiej, łódzkiej atmosferze. Można również wyobrazić sobie atmosferę jaka panowała tu jeszcze sto lat temu i spędzić cały dzień spacerując i zaglądając w historyczne podwórka, które skrywają czasem zaskakujące rzeczy: przyjemne restauracje, klimatyczne bary, instalacje artystyczne, fontanny, przestrzeń do odpoczynku lub zabawy. Piotrkowska to też idealne miejsce na „lans” w krzykliwej kreacji i sportowym samochodzie. Życie towarzyskie kwitnie tu zarówno za dnia, jak i w nocy.
Po II wojnie światowej większość miejskich zakładów przeszła proces nacjonalizacji, pozwalając miastu nadal utrzymać pozycję największego ośrodka włókienniczego Polski Ludowej. Nie było tu już jednak błyskotliwych karier i szalonych inwestycji w nowinki technologiczne. Przestarzałe maszyny i zmiany rynkowe lat 90-tych XX w., przyczyniły się do stopniowego upadku wielkiego przemysłu. Konkurencyjne ryki z tanią siłą robocza (a co za tym idzie atrakcyjniejszymi cenowo materiałami) oraz brak funduszy na modernizacje wykończyły bawełniane imperium. Pozostało jeszcze jednak kilka rodzimych firm związanych z przemysłem włókienniczym z marką (już tylko marką) „Próchnik” na czele. Miasto jednak wspaniale buduje swój bawełniany wizerunek wykorzystując pamięć o spektakularnym rozwoju i barwnym czasie działalności największych fabrykanckich rodzin kusząc swoją historią i architekturą.
W Łodzi jest siła i klimat, które zachwycą nawet wybrednych podróżników, poszukujących miejsc niekoniecznie błyszczących na pierwszy rzut oka, ale spektakularnych w szczegółach. Każde podwórko stanowi potencjalną perełkę, a kamienice postawione przez bogatych fabrykantów oraz budynki byłych przedsiębiorstw sprawią, że można tu poczuć klimat wielkiej, industrialnej potęgi sprzed lat.
Jeśli do Łodzi wybieracie się z dziećmi koniecznie sprawdźcie wspomniany już wcześniej wpis o bajkowej przygodzie jaką możecie tu przeżyć, w końcu nie co dzień trafia się na ulicy na Misia Uszatka lub Kota Filemona. Miasto ma wiele twarzy i warto tutaj wracać aby odkrywać kolejne.
Źródła:
- Podcast: Radio naukowe – „Historia przemysłowej Łodzi – eksplozja potęgi fabrycznego miasta”
- „Fabrykanci. Burzliwe dzieje łódzkich bogaczy” M.J. Szymański, B. Torański, Zona Zero 2016
- www.muzeumkinematografii.pl
- www.palac-herbsta.org.pl
- www.cmwl.pl
- www.lodz.travel.pl

Jeden komentarz do “Łódź – fabrykanci fundamentem miasta”