Szwajcaria Saksońska – piękna przyroda, inspirujące widoki i bogata historia

Rejon swoją nazwę zawdzięcza szwajcarskiemu malarzowi Adrianowi Zingg, jednemu z twórców drezdeńskiej szkoły malarstwa pejzażowego z XVIII w. Urokliwe krajobrazy Gór Połabskich kojarzyły mu się z rodzinnymi okolicami i znalazły odzwierciedlenie w jego licznych grafikach. Jest to jeden z najpopularniejszych turystycznie obszarów naszego zachodniego sąsiada i leży na tyle blisko, że można sprawdzić osobiście czy zachwyt malarzy i poetów był słuszny.

Bastei, czyli baszta

Słynny skalny most między malowniczymi skałkami cieszy się ogromnym zainteresowaniem i tym samym jest najbardziej popularnym oraz charakterystycznym miejscem omawianego regionu. Choć sama konstrukcja wygląda jakby wisiała wysoko i niedostępnie nad Łabą, to niedaleko od wejścia znajduje się spore zaplecze turystyczne, co skutkuje płatnymi parkingami, ograniczeniem w ruchu, punktami gastronomicznymi i oczywiście tłumem ludzi. Nie umniejsza to jednak jego wyjątkowości, ale najlepiej wybrać się tam wcześnie rano gdy jest szansa, by cieszyć się miejscem bez przeciskania wśród turystów, którzy przyjechali tam tylko po to by „pstryknąć” fotkę do pochwalenia się na portalu społecznościowym.

Pierwotnie drewniany powstał w 1824 r. aby umożliwić zwiedzanie znajdujących się na skałach obok ruin średniowiecznego zamku Neurathen. Romantyczne trasy wśród piaskowców były od wieków miejscem inspirującym artystów, stąd nazwa Malerweg – „szlak malarzy”. Saksońskie krajobrazy stanowiły bowiem natchnienie dla artystów tworzących w XVIII w. Już wtedy w Górach Połabskich wytyczono pierwsze ścieżki, a drewniany most po 27 latach zastąpiono kamiennym również ze względu na bezpieczeństwo tłumnie przybywających tu turystów. Obecnie stając na licznych punktach widokowych można jak dawniej zachwycić się pięknem i utrwalić je już nie na płótnach, a na kartach pamięci najczęściej telefonów komórkowych. A że jakość samego dzieła w przeciwieństwie do obrazów dawnych malarzy jest znikoma? Coż, znak czasów.

Choć większość ludzi kieruje swoje kroki wyłącznie na Bastei, nie można popełnić tego samego błędu. Zdecydowanie trzeba również obrać kierunek na ścieżkę turystyczną by zrobić pętlę i móc podziwiać inne skalne formacje, pionowe baszty, widoki na zakola rzeki i mieć szansę na uniknięcie tłumów. Niestety ruiny zamku Neurathen były niedostępne do zwiedzania (stan na 2024), ale malownicza trasa prowadząca wśród wąwozów i skalnych korytarzy bezapelacyjnie potwierdzają słuszność swojej romantycznej nazwy. Zdecydowanie rządzi tu matka natura, a widoki są zachwycające.

Twierdza Königstein

Kolejny obligatoryjny punkt na trasie. Na wzgórzu, które od zawsze strzegło jakichś granic już w XII w. stanął czeski, warowny gród stopniowo przebudowywany w twierdzę. Zdecydowanie pomogły naturalne warunki – trudny do zdobycia płaskowyż na poziomie 247 m. nad poziomem Łaby.

Otrzymując mapkę przy zakupie biletów okazuje się, że do zobaczenia jest 70 punktów powstałych na przestrzeni wieków. Można je zwiedzić z audioprzewodnikiem w języku polskim. Najlepiej zacząć od murów zewnętrznych, którymi można przejść dookoła odkrywając militarny potencjał twierdzy, ale też piękno otaczającego krajobrazu. Zbliżając się do środka turysta zapozna się nie tylko z funkcjami obronnymi. Oprócz fortyfikacji, zbrojowni, koszar, schronów, magazynów prochu czy baraków dla załogi znajdują się tu trzy zamki: Magdaleny, Jerzego i Fryderyka ale także kościół garnizonowy, skarbiec, kasyno oficerskie, plac defilad oraz liczne ogrody. Wrażenie robi charakterystyczna wieża głodowa i dom studzienny skrywający głęboką na 152 m studnię z 1569 r.

Twierdza jest też częścią historii Polski . Znajduje się na niej wiele elementów powstałych za czasów panowania Augusta II Mocnego, elektora saskiego i króla polskiego – w tym kartusz z herbem I Rzeczypospolitej nad bramą wjazdową. Król ścierając się o władzę więził tutaj synów Jana III Sobieskiego, czy kanclerza wielkiego koronnego Jana Stanisława Jabłonowskiego. Górska warownia była bowiem również przez ponad 300 lat, aż do 1922 r. najważniejszym więzieniem państwowym Saksonii. Warto wejść do domu bramnego na wystawę prezentującą pokoje królewskie i życie za czasów rządzącego również naszym krajem władcy z saksońskiej rodziny.

Ze względu na swoje walory krajobrazowe miejsce to było również popularne na uroczyste rauty i spotkania towarzyskie królewskiego dworu. W piwnicach zamku Magdaleny swego czasu znajdowały się ogromne beczki na wino. Największą wybudowaną na zlecenie Augusta II w 1725 r. wypełniono 238 600 litrami wina. Dodatkowo posiadała ona bogatą snycerkę, w tym herb Rzeczypospolitej i niewątpliwie była atrakcją niejednego balu, z którego dwór słynął, w końcu
„za króla sasa jedz i popuszczaj pasa”. Za wielkością nie szła jednak szczelność, a to spowodowało że gigantyczne beczki po kilkunastu latach rozebrano i nie można ich dzisiaj podziwiać.

W kolejnych latach sam Napoleon przebywając w jej murach uwzględnił Königstein w swoich strategicznych planach doceniając jej znaczenie dla Konfederacji Reńskiej, zrzeszającej niemieckie państwa pod protektoratem Cesarstwa Francuskiego. Swój status twierdzy straciła w 1913 r., a następnie zarówno podczas pierwszej jak i drugiej wojny światowej była obozem jenieckim i lazaretem. Do ruchu turystycznego została oddana już w 1955 r. i od tego czasu przybywa na jej terenie wystaw i miejsc do zwiedzenia.

Na fortecy znajduje się kilka punktów gastronomicznych, piekarnia, grill i lody (działają głównie w sezonie). Można odpocząć na licznych ławeczkach, dzieci znajdą tu plac zabaw ale i sporo multimedialnych atrakcji na wystawach. W muzeum mogą nawet założyć na zwiedzanie strój z epoki. To wszystko powoduje, że w murach jednego z najciekawszych militarnych obiektów Europy spędzić można kilka godzin, albo i cały dzień. Do pełni szczęścia brakuje jednak trasy do samodzielnego zwiedzania po lokalizacjach typowo bojowych, a i spora część całego założenia w tym zakresie jest pozamykana na kłódki. Nasze fortyfikacje w Nysie, Kłodzku czy Srebrnej Górze wypadają pod tym względem nieco lepiej.

Brama skalna Kuhstall

Kolejna część Ścieżki Malarzy to trasa wiodąca na naturalny łuk skalny o nazwie Kuhstall oraz punkt widokowy na jego szczycie. To drugie co do wielkości skalne okno Gór Połabskich plasujące się zaraz po Pravcickiej Bramie. Wycieczkę można rozpocząć z parkingu przy wodospadzie Lichtenhainer, który nie zawsze imponuje wodną kaskadą. Tu warto wspomnieć o konieczności posiadania monet do parkometrów, w okolicy znajdziemy bowiem wiele parkingów tylko z taką opcją. Niewymagająca wspinaczka wiedzie przez las, by dotrzeć pod samą skalną bramę przy której znajduje się także górskie schronisko. Aby się dostać dalej, na sam szczyt, trzeba pokonać bardzo wąskie, dla niektórych klaustrofobiczne przejście, w którym ruch jest jednokierunkowy. Widok za to zdecydowanie jest warty pokonania stromych schodów umieszczonych w wąskiej szczelinie. Trasa prowadzi jeszcze do Schneiderloch, ukrytej groty, do której wejść trzeba po metalowych szczeblach wąskim skalnym „gardłem”. Pozwoli to na podziwianie okolicznego krajobrazu z kolejnego malowniczego miejsca.

Zamek Stolpen

Historię wulkanicznego zamku, który stał się na prawie pięćdziesiąt lat więzieniem hrabiny Cosel – metresy króla Polski Augusta II Mocnego, przedstawiliśmy w osobnym wpisie.

Zamek Hohnstein

Pierwszy czeski gród na malowniczym wzgórzu stanął już w XII w. Przejęty przez Sasów, został następnie letnią rezydencją Wettynów. Przez niemiecki, nazistowski reżim zamieniony najpierw w obóz koncentracyjny, a następnie oflag (obóz dla jeńców wojennych w stopniu oficera). Przez pewien czas przebywali tutaj wysocy stopniem i rangą polscy żołnierze – dowódcy Armii „Warszawa” i dowódcy odpowiedzialni za obronę samej polskiej stolicy.

Obecnie niestety nie zwiedza się wnętrz. Można tylko wejść na dziedziniec, wieżę, do małej izby pamięci lub skorzystać z oferty restauracji.

Tor wyścigowy Grossdeutschland

Osoba spostrzegawcza jadąca do zamku tuż u jego podnóża zauważy serię pięknych serpentyn i zakrętów oraz barierki pomalowane na charakterystyczny biało-czerwony kolor. Jeżeli dodatkowo ma ona „benzynę we krwi” od razu będzie wiedziała z czym ma do czynienia. To prawie w całości dostępne do ruchu pozostałości toru wyścigowego wybudowanego jeszcze za czasów III Rzeszy. Niestety oryginalna nawierzchnia została zachowana tylko w jednym, niewielkim fragmencie. Mimo to, jest to prawdziwa gratka dla maniaków prędkości, szczególnie pięknie prezentująca się w jesiennym anturażu.

Zanim powstał sam tor organizowano tu przez kilka lat wyścigi górskie. Nie znającym tematu należy się tutaj kilka słów wyjaśnienia. Zawody takie są połączeniem dwóch rodzajów sportów samochodowych. Jeździ się po zamkniętym odcinku drogi i bez bezpośredniej walki jak w rajdach. W pojeździe natomiast jest się samemu, bez pilota dyktującego notatki, czyli jak w wyścigach. Rywalizuje się z innymi zawodnikami w sposób „wirtualny”, bo bezpośrednio do pokonania są tylko upływające sekundy. O zwycięstwie decyduje sumaryczny czas wszystkich wykonanych przejazdów. No i najważniejsze – zawsze jedzie się pod górę.

W roku 1933 rozpoczęto budowę toru, który najpierw miał nazywać się Deutschalndring (Tor Niemiecki), ale że nastąpiły mroczne czasy nazizmu (właśnie w tym roku Adolf Hitler doszedł do władzy) zmieniono ją na Grossdeutschlandring (Tor Wielkich Niemiec). Do pracy wykorzystano również więźniów pobliskiego obozu koncentracyjnego Hohnstein, który znajdował się na wspomnianym wcześniej zamku. Przed konstruktorami stanęło nie lada wyzwanie, gdyż miał on rywalizować ze słynnym i kultowym obecnie torem pod zamkiem Nürburg (Nürburgring).

Po sześciu latach robót tor otwarto dnia 26 kwietnia 1939 roku. Jak wiadomo z historii kilka miesięcy później wybuchła, a raczej została rozpoczęta przez niemiecką III Rzeszę, druga wojna światowa. Zaplanowane na ten rok Grand Prix formuły 1, które miało zostać przeniesione ze wspomnianego Nürburgringu, nie odbyło się przez cały czas trwania konfliktu zbrojnego.

Po zakończeniu wojny i podziale kraju na dwie części, przemianowany wtedy do pierwotnej nazwy Deutschalndring, z racji swojego położenia znalazł się po tej gorszej stronie żelaznej kurtyny – okupowanej przez sowietów. Tylko raz rozegrano na nim wyścig, w roku 1951. Mroczne fatum nie opuściło jednak tego miejsca i przypomniało znowu o sobie – śmierć poniosło dwóch zawodników. Od tego czasu tor oficjalnie przestał istnieć by zostać fragmentem publicznej drogi. Miłośnicy prędkości jednak o nim nie zapomnieli i sporadycznie odbywają się tutaj zawody historycznych samochodów i motocykli.

Dodaj komentarz