Górska wycieczka z Sokołowska w historycznym klimacie

Sokołowsko jest dla nas jedną z tych miejscowości, gdzie zawsze czujemy wyjątkową atmosferę, czy pojawiamy się tutaj tylko przejazdem czy też zostajemy na cały dzień. Tym razem było to punkt startowy na niezwykle ciekawy szlak, gdyż poza obserwowaniem przyrody oraz podziwianiem widoków można podążając jego śladem odwiedzić miejsca, których już tak naprawdę nie ma.

Przez przełęcz na Ruprechtický Špičák

Wycieczka zaczyna się na parkingu przed pensjonatem Leśne Źródło. Obierając czarny szlak po niedługim czasie idąc przez las docieramy do Przełęczy Sokołowskiej, by już „kilka kroków” później zdobyć pierwszy szczyt. Już z Koziego Rogu (785 m n.p.m.), bo o nim mowa, można zacząć podziwiać piękne widoki, lub przysiąść na chwilę pod malowniczym drzewem zdobiącym wierzchołek. Tuż obok znajduję się wyższe wzniesienie – Kozina (796 m n.p.m.), z którego przy dobrej pogodzie dojrzeć możemy odległą Śnieżkę.

Warto zaznaczyć, że „chwilę temu” wkroczyliśmy również w historyczną część wyprawy, gdyż aż do samego Ruprechtickiego Spicaka podążać będziemy granicą polsko-czeską wyznaczoną przez kamienne słupki pojawiające się to tu, to tam na naszej trasie. Ale dlaczego historyczną? Uważny wędrowiec zorientuje się, że nie są to takie zwykłe słupki. Jeżeli podejdziemy do nich bliżej, to zauważymy, że oprócz liter P (Polska ) i C (Czechy) są tam też wyryte starsze, zamalowane litery D i CS. Oznaczają one mianowicie granice jaka była tutaj kiedyś i oddzielała od siebie Rzeszę Niemiecką i Czechosłowację.

Idąc dalej niejako pod drodze „zdobywamy” jeszcze Kopicę (803 m n.p.m.), mijamy oznakowane turystyczne przejście graniczne i docieramy do Przełęczy pod Szpiczakiem. Tutaj warto sięgnąć po butelkę wody i nieco się posilić, gdyż najbliższy szczyt będzie od nas wymagał nieco większego wysiłku. By go zdobyć wciąż podążamy szlakiem wytyczonym znanymi już nam kamiennymi słupkami, pokonujemy liczne korzenie tworzące tutejszy stok i meldujemy się pod kolejnym malowniczym punktem – ławeczką, stojącym obok znakiem turystycznym, oraz… jakże by inaczej – kamiennym znakiem granicznym. To obowiązkowe miejsce na zdjęcie, choć (o dziwo!) nie ma obowiązku jego natychmiastowego publikowania w mediach społecznościowych 😉 Teraz już tylko krok do tutejszej wieży widokowej na Ruprechtickim Špičáku (881 m n.p.m.).

Na Waligórę przez włości Hochbergów

Schodząc ze szczytu wracamy przez znaną już nam Przełęcz pod Spiczakiem by tym razem odbić na czarny szklak. Dochodzimy do Rozdroża pod Waligórą, zmieniamy szlak na żółty i po chwili mijamy pomnik poświęcony leśnikom. Teraz trzeba uważać i najlepiej obserwować aplikację turystyczną posiadającą dokładną mapę, gdyż można łatwo przeoczyć zejście ze szlaku na prawie niewidoczną drogę prowadzącą do pozostałości po pałacu myśliwskim Hochbergów, jaki wybudowali oni na stoku Waligóry. Niestety nie ma tu wiele do zwiedzania, tylko skromne resztki podpiwniczenia sporego niegdyś budynku. Sam obiekt, powstały jeszcze przed I wojną światową dzięki szeroko znanej księżnej Daisy von Pless, został wykonany w technice szachulcowej i na pewno cieszył oko każdego, kto miał okazję i przywilej tutaj się pojawić.

Co ciekawe w internecie w zadziwiająco dużej części przypadków zamiast ruin tego budynku prezentowane są pozostałości innego obiektu tego założenia, czyli… owczarni (zdjęcia poniżej), która leży w odległości ok. 100 metrów wyżej na stoku, ale jest za to łatwo dostępna. To właśnie tutaj jednak znajduje się informacja o pałacyku, a także ostrzeżenie o rzekomej jego niedostępności dla turystów. Sama panorama jest za to w tej lokalizacji piękniejsza, gdyż nie przesłania jej żadna roślinność.

Waligóra, czyli szczyt bez widoku

Po wspomnianych wyżej zachwytach wizualnych należy wziąć mały rozpęd (więcej nie będzie trzeba)… i jakby od niechcenia zdobyć jeden z wierzchołków należących do korony gór polskich. Sam szczyt niestety nie zachwyca, gdyby nie kamienny słupek z opisem można by go prawie przeoczyć. Widoków również nie uświadczymy, gdyż wszystko zasłaniają drzewa, ale największą nagrodą jest satysfakcja ze zdobycia najwyższego punktu Gór Kamiennych. Można śmiało wynagrodzić to sobie słodkim wafelkiem 😉

Podejście od pałacyku Hochbergów jest bardzo łatwe, ale schodząc z przeciwnej strony możemy przekonać się, że szlak od schroniska Andrzejówka to zupełnie inna bajka. Stok jest bardzo stromy i potrzeba o wiele większego wysiłku na jego pokonanie. Teraz można lekkim krokiem (ale bez przesady, przecież z powodu nieuwagi nie chcemy za szybko znaleźć się na dole) mijać wspinających się turystów, którzy zdyszanym głosem rzucają do nas chyba najczęściej padające pytanie w górach „daleko jeszcze?”.

Już (prawie) tylko zamek Radosno

Po zejściu do Przełęczy Trzech Dolin możemy zrobić sobie przerwę i posilić się we wspomnianym schronisku Andrzejówka, lub od razu skręcić w lewo by dotrzeć do żółtego szlaku prowadzącego w kierunku ruin wspomnianej fortyfikacji. Po chwili trasa wiedzie niewielkim grzbietem z przyjemnymi widokami, więc prawie nie wiadomo kiedy docieramy do niewielkiego wzniesienia zwieńczonego pozostałościami wieży. Sam obiekt wspominany jest w zapiskach już z XIV w. Wielokrotnie przechodził z rąk do rąk (w tym również rabusiów), był oblegany w czasie wojen husyckich, by ostatecznie popaść w ruinę po jego zniszczeniu w końcówce wieku XV. Spędzamy chwilę na jej podziwianie… i ruszamy dalej, gdyż czasy świetności zamku już niestety dawno minęły więc i jego zwiedzanie nie może trwać długo.

Wracamy do Sokołowska, ale…

Schodząc ze wzgórza kontynuujemy drogę szlakiem żółtym by dotrzeć do skrzyżowania z czerwonym i właśnie na niego wkroczyć. Po krótkim czasie docieramy do punktu gdzie kiedyś stała skocznia narciarska, a teraz gdyby nie tablica to można by po prostu to miejsce minąć nawet się nie zatrzymując. Na pierwszy i nawet drugi rzut oka nic z tego obiektu nie pozostało, choć wspomniana tablica informuje o zlokalizowanych gdzieś fundamentach. Za trzecim rzutem widać tylko ukształtowanie terenu jakie pozostało po całym obiekcie. Szkoda…

Niewiele dalej, jeżeli interesuje kogoś historia samego Sokołowska, warto na chwilę zatrzymać się na znajdującym się tuż obok szlaku leśnym cmentarzyku rodziny Römplerów. Na tej mini nekropolii umiejscowionej na stoku góry Włostowa spoczywa m.in. doktor Theodor Römpler z małżonką. Sam lekarz zarządzał jednym z tutejszych sanatoriów leczących choroby płuc, które znane jest obecnie pod mianem „Biały Orzeł”.

To koniec tej wyprawy liczącej sobie 14,5km, gdyż czeka nas już tylko przejście do parkingu, z którego wyruszyliśmy na tę niewątpliwie ciekawą wycieczkę. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o samym Sokołowsku to polecamy nasz wpis o tajemnicach tej miejscowości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *