Kraina Wygasłych Wulkanów – podróż wzdłuż rzeki Bóbr

Kraina Wygasłych Wulkanów staje się tłem dla kolejnej sudeckiej przygody, tym razem odsłaniając swoje tajemnice wzdłuż malowniczego koryta rzeki Bóbr. Ten region Dolnego Śląska nieustannie przyciąga pasjonatów historii, geologii oraz nieskażonej przyrody. Ruszajmy więc śladami dawnych wieków tam, gdzie rzeka otacza średniowieczne mury, monumentalne dzieła inżynierii oraz dawne rzemieślnicze tradycje.

Wleń

Zamek Wleń

Choć dziś ta legendarna warownia to przede wszystkim dobrze utrzymane ruiny z dumną wieżą, to kryje się tu wielka historia. Zamek Wleń to wyjątkowy punkt na mapie Dolnego Śląska – oficjalnie najstarszy murowany zamek w całym regionie. Jego historia sięga XII wieku, a po tutejszych komnatach przechadzał się sam książę Henryk I Brodaty wraz z żoną Jadwigą, późniejszą świętą i patronką Śląska. Po epoce Piastów twierdza przechodziła z rąk do rąk, stając się gniazdem rodowym potężnych linii von Zedlitz oraz Schaffgotsch. Kres jej świetności przyniósł burzliwy rok 1646, kiedy to podczas wojny trzydziestoletniej obiekt oblegały wojska szwedzkie i cesarskie. Ostatecznie warownia została wysadzona w powietrze i podpalona, a czas na zamkowym wzgórzu niemal się zatrzymał – od tamtych dramatycznych wydarzeń sylwetka ruin niewiele się zmieniła.

Dzisiaj to surowe, historyczne miejsce tętni nowym życiem dzięki pasjonatom, barwnym opowieściom przewodników oraz organizowanym tutaj wydarzeniom. Aby w pełni poczuć magię Wlenia, trzeba wybrać się na nocne zwiedzanie. Taka wyprawa z pochodniami na szczyt Góry Zamkowej zdecydowanie buduje atmosferę! Zwieńczeniem mrocznej przygody jest wspólne pieczenie kiełbasek na dziedzińcu. Za dnia z kolei zabytek odwdzięcza się spektakularną panoramą – wejście na szczyt ocalałej wieży nagradza odwiedzających widokiem na urokliwą miejscowość oraz malownicze wzniesienia Doliny Bobru.

Pałac Lenno

U podnóża Góry Zamkowej i w sąsiedztwie zabytkowego kościoła św. Jadwigi w Łupkach stoi barokowy Pałac Lenno. Został wzniesiony w drugiej połowie XVII wieku przez rodzinę von Kaulhaus, gdy średniowieczny zamek nie nadawał się już do zamieszkania. Ten piękny, dwupiętrowy budynek skrywa we wnętrzach niezwykłe, siedemnastowieczne freski, a jednym z jego charakterystycznych elementów jest kamienny mostek, który prowadzi prosto do barokowego ogrodu tarasowego. Nie sposób go przegapić, gdyż pod nim właśnie wiedzie szlak na zamek. Front pałacu zdobią szerokie, wachlarzowe schody oraz elegancki balkon z herbami dawnych właścicieli. Obiekt został uratowany przed zniszczeniem, wciąż jest restaurowany, a w sezonie działa tu klimatyczna kawiarnia, do której zdecydowanie warto wpaść na pyszne (osobiście sprawdzone!) ciasto i kawę tym samym wspierając dalszą odbudowę tej dolnośląskiej perełki.

Gmachowi pałacu po wschodniej stronie towarzyszy dwukondygnacyjny pawilon ogrodowy z XVIII stulecia, obecnie czekający co prawda na lepsze czasy, ale wciąż skrywający bogato zdobione wnętrze. Z kolei zachodnią i południową stronę zamyka historyczny folwark. Jego najbardziej intrygującym elementem jest wolnostojący, piętrowy gołębnik.

Pałac książęcy Wleń

Kolejną perełką miasta jest pałac książęcy, którego renesansowe początki sięgają czasów władania wspomnianego rodu von Zedlitz. Dzisiejszy barokowy sznyt z neogotyckimi akcentami zawdzięcza późniejszym modyfikacjom. W 1894 roku pałac przejął multimilioner Wilhelm Rohrbeck i zainwestował część fortuny w renowację wleńskiej posiadłości – kute ogrodzenie z dekoracyjną literą „R” w bramie do dziś dumnie wita gości. Niestety, nowo nabyta rezydencja nie przyniosła rodzinie szczęścia. Pasmo tragedii zapoczątkowała przedwczesna śmierć żony Wilhelma, która zmarła niedługo po narodzinach córki. Gdy dziewczynka miała zaledwie dziesięć lat, odszedł również sam magnat. Cała ogromna fortuna trafiła wówczas w ręce małoletniej Dorothei, nad którą opiekę prawną objęli wyznaczona guwernantka oraz sędzia zarządzający majątkiem.

Wkrótce w otoczeniu młodej dziedziczki pojawił się drugi mąż jej ciotki Gertrudy – Peter Grupen. Był to bezwzględny utracjusz i amator hipnozy, który desperacko szukał sposobu na podreperowanie swoich finansów. Szansę na przejęcie fortuny dostrzegł w matrymonialnym związku z niespełna szesnastoletnią wówczas panią na włościach. Niedługo potem, w niewyjaśnionych okolicznościach, zniknęła jego żona. Grupen przeprowadził się z dwoma pasierbicami do Wlenia, gdzie zaczął tkać sieć intryg wokół Dorothei, dopuszczając się przy tym głęboko niemoralnych zachowań wobec mieszkających w pałacu dziewczynek.

Finał tych manipulacji okazał się krwawy. 14 lutego 1921 roku w pałacowych murach doszło do wstrząsającej tragedii – od ran postrzałowych zginęła Dorothea oraz jej kuzynka Urszula (pasierbica Grupena). Zbrodnię upozorowano na morderstwo i samobójstwo nastolatki, na co miał wskazywać podrzucony list pożegnalny. Przeprowadzona na miejscu sekcja zwłok szybko jednak obaliła tę wersję, a odnaleziony pistolet – należący bezpośrednio do Grupena – doprowadził śledczych do właściwego sprawcy i jeszcze tej samej nocy podejrzany trafił za kraty. Głośny proces, który obnażył lawinę jego romansów, oszustw i mrocznych sekretów, zakończył się wyrokiem śmierci. Do egzekucji jednak nie doszło, gdyż skazany sam wymierzył sobie sprawiedliwość, wieszając się w celi. Sprawa natychmiast trafiła na pierwsze strony europejskich gazet, a odkrywane przez dziennikarzy szokujące kulisy zbrodni przez długie miesiące elektryzowały opinię publiczną. Dzisiaj w pałacu wisi obraz przedstawiający ostatnią, tragicznie zmarłą dziedziczkę rodu – młodą Dorotheę Rohrbeck. W sali balowej można obecnie spojrzeć na jej portret by zastanowić się, czy można było zapobiec tej tragedii i pomóc dziewczynkom pozostającym pod wpływem szalonego opiekuna.

Po II wojnie światowej funkcjonowała tu dyrekcja PGR-u a następnie ośrodek kolonijno-wypoczynkowy. W latach osiemdziesiątych ze względu na znaczna dewastację budynek przeznaczono do rozbiórki, ale na szczęście udało się go uratować. Od 2004 r. ma nowych właścicieli, którzy przywrócili mu świetność z przeznaczeniem na hotel otoczony klimatycznym parkiem.

Pilchowice

Prawdziwą, choć niespodziewaną sławę przyniósł okolicy rok 2020. Wtedy to hollywoodzcy producenci, z Tomem Cruisem na czele, zaplanowali wysadzenie na potrzeby siódmej części hitu „Mission: Impossible” stuletniego mostu nad jeziorem Pilchowickim. Wizja spektakularnej eksplozji wywołała natychmiastowy opór mieszkańców, pasjonatów kolejnictwa oraz obrońców historycznych obiektów inżynieryjnych. Protesty dotarły do najwyższych szczebli władzy z premierem i ministerstwem na czele, owocując petycjami, pozwami i medialną burzą na skalę międzynarodową. Choć filmowcom proponowano alternatywną lokalizację w Stobnicy, ci ostatecznie wycofali się z projektu, a społeczny zryw doprowadził do oficjalnego wpisania mostu do rejestru zabytków. Niestety, ten spektakularny sukces ma dziś gorzki posmak – ocalona przed Hollywood przeprawa od lat stoi zamknięta, nie przeszła renowacji i powoli niszczeje na oczach odwiedzających ją turystów.

Na spacerowej trasie do słynnego mostu, notabene jednego z najwyższych w Polsce, stoi stacja Pilchowice Zapora. Ten niezwykle malowniczy przystanek, zawieszony na zboczu Góry Czyżyk, oferuje zachwycającą panoramę Jeziora Pilchowickiego oraz majaczących w oddali Karkonoszy. Stacja powstała jako część legendarnej Kolei Doliny Bobru, łączącej Jelenią Górę z Lwówkiem Śląskim, która przez dekady zachwycała podróżnych zapierającymi dech w piersiach widokami. Niestety, ostatni pociąg turystyczny odjechał stąd w 2016 roku i nigdy już nie wrócił. Od tamtej pory zabytkowy budynek, zadaszony peron i zarastające tory niszczały, mimo wpisania do rejestru zabytków i kolejnych prób sprzedaży. Na szczęście ostatnio pojawiła się nowa nadzieja – zarządzanie terenem ma przejąć lokalny samorząd, który planuje otworzyć się na ruch turystyczny. Już teraz, w sezonie działa tu kawiarnio-lodziarnia w klimatycznej przyczepie. To idealne miejsce, by przysiąść, odetchnąć i w ciszy (choć turystów tutaj coraz więcej) delektować się piękną okolicą.

Oczywiście najsłynniejszą tutejszą atrakcją jest zapora. Ta wzniesiona w latach 1904–1912 konstrukcja ma aż 62 metry wysokości i powstała jako odpowiedź na niszczycielskie powodzie, które regularnie nawiedzały Dolny Śląsk, a spiętrzenie wód rzeki Bóbr stworzyło niezwykle malowniczy zalew. Co ciekawe, kamień węgielny pod jej budowę wmurował osobiście sam cesarz Wilhelm II. Stojąc na koronie zapory, można poczuć ogrom tej ponad wiekowej budowli i podziwiać zapierający dech w piersiach widok na głęboką dolinę oraz leżącą poniżej zabytkową elektrownię wodną. Obecnie jest ona w remoncie i wejście na nią nie jest możliwe. Za to przez najbliższe kilkanaście miesięcy istnieje wyjątkowa szansa aby zobaczyć dno zbiornika, gdyż renowacja wymagała jego opróżnienia.

Tutejsze malownicze tereny przyciągnęły wielu reżyserów, stając się tłem znanych produkcji. Nakręcono tu sceny do „Skąpanych w ogniu” ze Stanisławem Mikulskim i Beatą Tyszkiewicz w 1963 r., „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” czy „Wzgórza psów”. Plenery posłużyły również jako główna sceneria dla polskiej gry komputerowej „Zaginięcie Ethana Cartera„.

Miejsce ma wyjątkowy klimat, ale niestety nie do końca wykorzystany potencjał. Dziś lokalne perełki – od zabytkowego mostu po zapomniane stacje i filmowe zaułki – wciąż sprawiają wrażenie, jakby czekały na swój najlepszy moment. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce on nadejdzie…

Dom rodziny rakietowego Barona

Dwór w Bystrzycy koło Wlenia to jeden z bardziej kontrowersyjnych zabytków na Dolnym Śląsku. Związany jest bowiem z postacią Wernhera von Brauna. Zanim stał się pionierem podboju kosmosu, współtwórcą amerykańskiego programu kosmicznego i dyrektorem NASA przyjeżdżał tutaj w odwiedziny do rodziców, którzy zakupili posiadłość w latach 30-tych XX w. Kontrowersje dotyczą oczywiście jego przeszłości związanej z II wojną światową. Ten genialny konstruktor i oficer SS zwany „rakietowym baronem” współtworzył niszczycielską broń V-2, a przy jej produkcji w podziemiach obozu KL Mittelbau-Dora zginęły tysiące przymusowych robotników. Po kapitulacji Niemiec oddał się w ręce Amerykanów licząc na możliwość udziału w ich kosmicznym planie. W realiach zimnowojennego wyścigu do gwiazd jego naukowy geniusz skutecznie przesłonił wojenne grzechy. Dopiero u progu sławy, gdy globalny sukces przyniósł mu ogromną rozpoznawalność, historia upomniała się o sprawiedliwość. Ostatnie lata życia, przerwane w 1977 roku przez raka trzustki, upłynęły 65-letniemu konstruktorowi na konfrontacji z ciężkimi oskarżeniami o zbrodnie wojenne, wysuwanymi przez ocalałych z piekła obozu więźniów.

Nad wejściem widoczny jest nazwisko Siegemunda von Braun z datą 1646 oraz herb rodowy. Prawdopodobnie jednak został on tu umieszczony już po zakupie majątku przez Magnusa von Brauna (ojca Wernhera), gdyż powstanie obecnego obiektu wiązane jest z drugą połową dziewiętnastego stulecia. Możliwe jednak, że dwór powstał w miejscu wcześniejszego budynku z wieku XVI, co sugeruje wspomniana data oraz fakt, że właścicielem widniejącym w archiwalnym dokumentach jest właśnie wspomniany Siegemund. Obecnie budynek znajduje się w rękach prywatnych pełniąc funkcję wielorodzinnego domu mieszkalnego, niestety dość zaniedbanego. Dzisiaj niewiele pozostało z dawnej świetności tego architektonicznego świadka skomplikowanej historii XX wieku.

Ekomuzeum Tkactwa i Barwienia Naturalnego w Chrośnicy

Warto nieco odbić od rzeki, aby udać się do Chrośnicy, malowniczej wsi w Górach Kaczawskich. Jej historia sięga XII wieku, kiedy to osadę założyli cystersi. Okolica urzeka krajobrazem doliny potoku Lipka, w której stoją zabytkowe domy szachulcowe i przysłupowe, stare stodoły, krzyże pokutne oraz kościółek św. Jadwigi. Miejsce to słynie z dawnych tradycji tkackich i wyrobu płótna, które dziś ożywają w lokalnym Ekomuzeum Tkactwa i Barwienia Naturalnego prowadzonym przez dwie pasjonatki Monikę i Jagnę. Osada znana jest przede wszystkim z zajęć farbiarskich, czyli nauki barwienia tkanin z użyciem roślin zbieranych na okolicznych łąkach oraz ziół z lokalnego ogrodu. Można tu również poznać stare metody obróbki lnu, utkać łapacza snów, zabarwić koszulkę lub torebkę. To wszystko w atmosferze poszanowania przyrody, dawnych rzemiosł i docenienia natury. W dodatku właścicielki prężnie działają na rzecz wioski i promocji całej okolicy oraz ekologii. Dzięki ich działaniom kilkukrotnie odbył się tu festiwal sztuki Osnowa Fest, który przyciągnął lokalnych artystów i zjednoczył społeczność. W 2021 r. utkano wielki, 10 metrowy łapacz snów, a wspólne działania i happeningi nadały Chrośnicy miano tematycznej Wioski Barwnych Wątków. Najpiękniejsze rzeczy powstają bowiem wtedy, gdy ludzka pasja i szacunek do przyrody splatają się w jeden, spójny wątek, tak jak w magicznym łapaczu snów…

Spływ Bobrem

W okolicy nie tylko można podróżować wzdłuż rzeki Bóbr, ale nawet po niej! O spływie pontonem i zdobywaniu pieczątek w Paszporcie Odkrywcy Krainy Wygasłych Wulkanów pisaliśmy więcej w osobnym wpisie.

Kowalowe Skały

Malownicza okolica zdecydowanie sprzyja niespiesznemu wypoczynkowi. W poszukiwaniu noclegu, który oddawałby ducha tutejszych terenów swoje kroki warto skierować do Kowalowych Skał. To ekoturystyka położona we Wrzeszczynie na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Bobru, której oferta skierowana jest do osób dorosłych. Znaleźć tu bowiem można ciszę i spokój oraz ofertę oryginalnego eko-spa. W strefie tej dostępna jest sauna, grota solna oraz pokój do masaży. Ale prawdziwą perełką są łóżka do siennych kąpieli! Podgrzewane, wilgotne siano uwalnia olejki eteryczne, które mają za zadanie odprężać, łagodzić bóle i pielęgnować skórę. Po takiej terapii zrelaksować się można na leżakach lub udać na spacer z widokiem na Karkonosze.

Właściciele zajmują się również hodowlą owiec wrzosówek oraz danieli, a rozległe łąki i pastwiska leżące bezpośrednio nad zalewem Pilchowickim gwarantują ciszę, spokój i niezapomniane panoramy! Choć dom z widokiem na Śnieżkę był zwieńczeniem ich marzeń, gospodarze nie poprzestali na samym stworzeniu tego miejsca. Dziś chętnie dzielą się tym zakątkiem z innymi, zapraszając na ekologiczne pobyty pełne niezapomnianych atrakcji. Oprócz wspomnianego spa, wziąć można udział w wełnianych warsztatach, w czym specjalizuje się właścicielka Agata. Jako dyplomowany przewodnik sudecki zdradzi Wam ona również pomysły na mniej oczywiste odkrywanie okolicy.

Również w kuchni rządzi gospodyni szykując śniadania i kolacje z własnych bądź okolicznych produktów. Autorskie przepisy na sałatki, jajka od własnych kur, mięso z wędzarni samego gospodarza Rolanda – wszystko to trafia na stoły podawane na oryginalnej, bolesławieckiej ceramice w jadalni z klimatycznym, wielkim piecem kaflowym, lub na zacienionej werandzie z widokiem na Karkonosze. Trochę można się tu poczuć jak na wakacjach u babci, ale z wszelkimi nowoczesnymi udogodnieniami.

Bardzo blisko jest stąd do wspomnianych wcześniej atrakcji turystycznych jaki i do sztandarowych miejsc krainy jak Wieża w Siedlęcinie czy Schronisko Perła Zachodu. W ofercie jest wiele pakietów pobytowych, oprócz odpoczynku i wyżywienia oferujących również możliwość poznania okolicy i skosztowania tutejszych specjałów. Nie sposób tu się nudzić, chociaż jeśli jest potrzeba można zaszyć się w tym miejscu na dłużej oddając niczym niezmąconemu relaksowi.

Wpis powstał we współpracy z agroturystyką Kowalowe Skały.

Dodaj komentarz